sobota, 4 lutego 2017

oh, mama, i just shot a man down

a/n: jest to interaktywny one shot, beznadziejny jako opowiadanie

Liverpool Station. 

Deszcz znowu zaczął padać, ale niezbyt mocno, jakby ktoś pryskał na ludzi ogromnym spryskiwaczem do okien. To nieprawda, że Anglia jest deszczowa, w Londynie po prostu dużo ludzi myje okna. 

Przeczesał bladymi palcami wilgotne włosy Dana.

- Czyli to koniec?

Brunet kiwnął tylko głową i przyciągnął bliżej swoją walizkę.

- I nie będziemy już nawet przyjaciółmi?

Tym razem już w ogóle nie odpowiedział.

Phil westchnął głęboko, podniósł czarną walizkę i zbiegł z nią szybko po schodach. Spojrzał z dołu na Dana i uśmiechnął się najszczerzej, jak potrafił.

- Masz ochotę na ostatnią kawę?

Zignorował go, zszedł powoli na dół, poruszając się jak pijana modelka na wybiegu Underground Weedsmokers Fashion Show, czy coś z równie przyciągającą nazwą.

Phil zachichotał i ruszył w kierunku małej, niewidzialnej wśród innych, większych sklepów kawiarni. Postawił walizkę Dana przy jednym ze stolików i poszedł zamówić mrożoną kawę.

Stanął przy kontuarze i rzucił okiem na przybitego przyjaciela. Nigdy nie było mu tak przykro, nawet wtedy, kiedy umarł jego ósmy już z kolei chomik, ten najukochańszy, najłagodniejszy i najbardziej puszysty, ale boże, jak on hałasował w nocy, zupełnie jak Dan, kiedy w świetle księżyca urządzał sobie połowy w lodówce.
Howell nie zaprotestował, poczłapał od razu za nim, zahaczając butem o próg drzwi i niezgrabnie ratując się przed utratą jedynek. Nie miał jednak ochoty ani na kawę, ani na rozmowę z Philem, a orzechowe sofy idealnie odzwierciedlały stoickość jego umysłu. Może nie akurat w momencie lotu przez drzwi, wtedy ten stan dużo lepiej wyrażały chaotycznie poukładane bukiety, stojące na każdym ze stolików. Jezu, jak ta wystająca, na wpół z zwiędła już róża go irytowała.

- Naprawdę mi przykro - zimny napój stanął przed Danem. 

- Mhm, wiem.

- Dan, naprawdę...

- Smacznego - odsunął kawę w jego stronę, wylewając trochę na biały blat stolika, pociągnął za rączkę bagażu i wyszedł z kawiarni, trzaskając drzwiami. 

- Phil, a ja naprawdę wiem... i nie jestem zły - pociągnął niewielkiego łyka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz