wersja a

- Smacznego - odsunął kawę w jego stronę, wylewając trochę na biały blat stolika, pociągnął za rączkę bagażu i wyszedł z kawiarni, trzaskając drzwiami.

Barista rzucił tylko smutne spojrzenie Philowi, prawdopodobnie domyślając się, że nie jest między mężczyznami zbyt dobrze. Wręcz dziwne, zazwyczaj dorośli mężczyźni nie obrażają się na siebie, nie stroją fochów i nie płaczą, jak małe dziewczynki, które muszą rozstać się z przyjaciółkami z placu zabaw.

Phil westchnął znowu, ostatnio stało się to dla nim rutyną, taką samą jak oddychanie. Zapłacił za nietkniętą kawę, dorzucił drobny napiwek i ruszył za Danem.

- Nie rób cyrku, obiecałeś - burknął, idąc kilka kroków za jego plecami.

- A ty obiecałeś być ze mną na zawsze - zatrzymał się tak nagle, że Phil nie miał innego wyjścia, jak tylko wpaść prosto na niego.

- Wybacz.

- Wybaczone.

- Nie, nie, wybacz, że cię zostawiam - kolejne westchnięcie... a może tylko głębszy oddech.
- Praktycznie to ja zostawiam ciebie - wzruszył ramionami, restaurując powoli niewidzialną zbroję wokół swojego serca, której tak dawno nie używał.

- Tak, ale ja cię nie powstrzymuję.

Howell popatrzył na niego nieco zdezorientowany, jakby przez cały czas był pewien swojej racji i uparcie jej bronił i nagle go olśniło, że jednak jest w błędzie, a teraz musi się do tego otwarcie przyznać.

- Tak, ale mój brat przecież też ma całkiem ładne mieszkanie, wyjeżdżam tam wręcz z chęcią i niespotykanym u mnie entuzjazmem - wypalił znikąd i machnął rękoma jak postać z gry wideo, która właśnie dotarła do końca poziomu i jest z siebie egoistycznie dumna.

- Dan...

Pociągnął swoją walizkę, szurając plastikowymi kółkami po ziemi. Nawet walizka była przeciwko niemu, cholerne plastiki znowu się nie kręcą.

/wersja a/
- Daniel, zaczekaj.

/wersja b/
Kopnął torbę z całej siły tak, że wpadła pod nogi jakiejś młodej studentce z zadartym nosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz