wersja aa

- Daniel, zaczekaj.

Zatrzymał się i odwrócił do niego płynnym ruchem.
 
- Coś chcesz? Błogosławieństwa? Subskrybentów?

Philowi zrobiło się przykro, jak nigdy dotąd, a przecież Dan nawet nie powiedział nic złego.

- Chcę, żebyś nie zachowywał się jak jakiś dzieciak.

- Zachowuję się jak zraniony przyjaciel, a nie jak dzieciak.

Niebieskooki westchnął głęboko, złapał młodszego pod ramię i zaciągnął go siłą na najbliższą pustą ławkę.

- Przepraszam.

- Okej.

- Jak wyobrażałeś sobie nasze życie? - usiadł do niego przodem, zarzucając jedną nogę na dworcową ławkę tak, by mógł na niej wygodnie usiąść.

- Nie wyobrażałem, myślałem, że tak będzie zawsze... jak było.

Kolejne westchnięcie.

Wielki zegar na wschodniej ścianie pokazywał czwartą trzydzieści, zostało im piętnaście minut, by wszystko sobie wyjaśnić. Jeszcze jedno spojrzenie na swojego kata - czwarta trzydzieści jeden.

Chyba nawet czas nie był po ich stronie.

- Ja mam prawie trzydzieści lat, rozumiesz?

- No i co?

- No i to, że większość ma już w tym roku pozakładane rodziny.

- Mieliśmy rodzinę.

- To była cholera gra, Dan - starał się zabrzmieć dorośle, co tylko rozbawiło Howella, ale nie na tyle, by mógł sobie pozwolić na uśmiech.

- Mówię o nas.

Musiał na chwilę zamknąć oczy, aby się nie popłakać. To prawda, byli jakąś rodziną. Mieszkali razem, dzielili się ciuchami, pieniędzmi, jedzeniem. Chodzili razem do fryzjera, jak byli przez kogoś gdzieś zapraszani, to tylko razem, a jak nie, to i tak szli razem. Jedynie nazwiska mieli różne i szczerze mówiąc, Danowi nigdy się to nie podobało.

- To nie tak, że już nie jesteśmy, bracia kiedyś opuszczają swój rodzinny dom.

- Ta - burknął pod nosem. - Muszę iść.

Krótki rzut okiem na tarczę zegara. Dwie minuty i wybije kwadrans do piątej. Dzisiaj herbatę Phil wypije sam. Albo nie wypije wcale. I tak nigdy nie pił. Kolejny mit o Londynie.

- Zostawiłem ci nawet klu... Dan?

Wysoki chłopak stał pierwszy przy drzwiach srebrnego wagonu, ale nie pchał się, ludzie omijali go, a on pomagał im wnosić do środka bagaże. Phil uśmiechnął się do siebie, wiedział, że traci skarb, ale ten skarb będzie potrafił znaleźć sobie nowego właściciela, nawet jeśli zajmie mu to kolejnych osiemnaście lat. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz