wersja ab

Kopnął torbę z całej siły tak, że wpadła pod nogi jakiejś młodej studentce z zadartym nosem.

- Przepraszam - mruknął i podniósł powoli bagaż, pozwalając swojemu umysłowi ukształtować do końca swój szatański plan.

- W porządku, w porządku - podskoczyła lekko na swoich czerwonych obcasach, a Danowi skojarzyła się jedynie z galopującym koniem... z powykręcanymi kopytami i wścieklizną, w chmurze rozwścieczonych os. 

- Może da się pani zaprosić na kawę w ramach przeprosin? - zmusił się na uśmiech pełen udawanego uroku, który jednak jakoś zadziałał na kobietę.

- Co prawda nie mam zbyt dużo czasu, ale... - popatrzyła na zegarek, przypominający złoty, ona też udawała. - No dobrze, niech będzie.

Chwycił swoją walizkę w jedną rękę, a jej torbę w drugą. Była o wiele cięższa od jego, a rozmiarami wydawała się taka niepozorna. Zaprowadził ją nie do kawiarni, z której przed chwilą uciekł, lecz do jakiejś większej, mniej przytulnej, oferującą mniejszy komfort. Tamta kawiarenka była już zarezerwowana tylko dla Phila i niego, nie ważne czy mieliby w planach kiedykolwiek się jeszcze do niej wybrać.

- Dokąd pani jedzie? - zagadał nieśmiało.

- Liverpool, i nie pani, jestem Becky.

- Czyli jedziemy tym samym pociągiem - posłał jej ciepły uśmiech, ale nie tak ciepły, jak ciepłe były uśmiechy posyłane Philowi na co dzień. Tamte uśmiechy w porównaniu z tym były wręcz rozżarzone. - Ja do Manchesteru.

- Świetnie - zaświergotała.

- Na co pani ma ochotę? - ukłonił się lekko, pokazując jej, by usiadła. - Ciastko?

- Jestem na diecie, wystarczy woda.

Kolejna mądra. 

Nie wyrażając swojej opinii na głos, omiótł spojrzeniem jej figurę tak, by nie wyjść na jakiegoś zboczeńca i skierował się na koniec długiej kolejki.

Właściwie to modlił się, aby te kilka osób przed nim nie mogło się zdecydować czy wolą napój w dużym czy zielonym kubku. Za dziesięć minut ma pociąg, nie będzie musiał wymyślać żadnego tematu, i tak już dużo zrobił, aż za dużo. Skąd w ogóle przyszedł mu do głowy tak durny pomysł?
Wyciągnął z kieszeni kilka monet i przeliczył je. Teraz był wdzięczny tym wszystkim modowym magazynom za rozprzestrzenianie fałszywych obrazów ciała idealnej kobiety, nawet na wodę było go ledwo stać.

Rozejrzał się po kawiarni, próbując zabić czas i znowu dostrzegł swojego przyjaciela. Stał nadal w tym samym miejscu, chyba nawet w tej samej pozycji, i obserwował Becky przez szybę.

Och, jaką satysfakcję przyniósł mu zmieszany wyraz twarzy Phila. Nie żeby był jakimś sadystą, ale dobrze, że i on poczuł to, co Dan, nawet w najmniejszym stopniu.

Nie zdążył zamówić wody dla swojej nowej znajomej, kiedy ta pociągnęła go za rękę.
- Może w pociągu napijemy się kawy?

- Oczywiście - kiwnął lekko głową i złapał ich bagaże.

Wychodząc, znowu rzucił okiem w kierunku Phila, który wyglądał jak wmurowany w ziemię.

Uśmiechnął się do niego najmniej złośliwie, jak potrafił i ruszył w kierunku pociągu z blondynką u boku i sercem pokruszonym jak filiżanka, której odłamki właśnie zbierał ten chłopak z kawiarni obok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz