18:23, lipcowy wieczór, gdzieś w Ameryce.
Młody mężczyzna,
popijający mrożoną kawę, siedzi na plastikowym krześle i wygląda zza
balkonowej balustrady, czekając na powrót swojego chłopaka. Słomka,
którą zaciska między zębami, jest już właściwie nie do użytku, jednak on
nie zwraca na to uwagi i siorbie chłodny napój, przykładając do tego
zbyt wiele energii.
Ciemne okulary co chwilę
zsuwają się z jego nosa, a on za każdym razem je poprawia, dosuwając je
sobie do samego czoła, nieco wilgotnego od potu. W końcu na dworze
nadal jest ze trzydzieści stopni, a on musi stać na balkonie w samych
bokserkach i koszulce, chociaż i ona jest według niego zbędna.
Wreszcie na parking
zajeżdża granatowa audica, z której wysiada ubrany w kraciastą koszulę
Jungkook. Taehyung uśmiecha się szeroko, opierając ramiona na
balustradzie, i czeka aż roztrzepany brunet zwróci na niego uwagę.
- Hej - odzywa się w
końcu i obserwuje, jak mężczyźnie, idącemu chodnikiem, wypadają z rąk
wszystkie papiery, razem z nowiutkim telefonem.
- Tae - wyszczerza się
Jungkook, przykucając na środku chodnika, by pozbierać swoje rzeczy. -
Zaraz będę - mówi, a Taehyung kiwa głową, siadając wygodnie na
nagrzanych od słońca, czarnych kafelkach. Szczupłe nogi wsuwa między
metalowe rurki i spuszcza je na dół, tak, że sąsiad z dołu mógłby
połaskotać go w stopy, gdyby tylko chciał.
Ręce krzyżuje na barierkach i opiera na nich głowę, wciąż przyglądając się Jungkookowi z uśmiechem.
- Dawaj, bo czekam tu już od godziny - jęczy, przymykając na chwilę oczy. - No i obiad stygnie.
- Obiad? - Jungkook unosi wzrok, pojedyncze kartki układając na swoich udach. - Chińczyk czy pizza?
- Fakaj się - odpowiada
Taehyung, podnosząc się z podłogi. Zanim znika w głębi mieszkania,
pokazuje jeszcze Jungkookowi środkowy palec.
Niecałą minutę później
na korytarzu słychać kroki, a potem huk i kilka przekleństw, rzucanych
pod adresem "tych chujowych schodów". Taehyung wybiega z mieszkania,
śmiejąc się pod nosem, jakby był chory psychicznie. Zbiega na dół, gdzie
znajduje Jungkooka, w zębach trzymającego plik papierów, a w ręce
telefon z potłuczonym ekranem.
- Boże - parska
śmiechem, pomagając mężczyźnie się pozbierać. Podciąga Jungkooka do
góry, a ten momentalnie opiera głowę na jego ramieniu, mrucząc przy tym
jak kot.
- Kocham cię - szepcze brunet, którego humor nagle się zmienia, a potem obejmuje starszego w pasie.
- Ja ciebie też - Taehyung przewraca oczami. - Tylko nie mam pojęcia za co.
Mężczyźni powoli wloką
się na górę, popychając się nawzajem na boki, aż w końcu docierają na
właściwe piętro i dopiero tam zaczyna się wyścig. Zanim Jungkook ma
szansę zareagować, Taehyung już popycha go do tyłu, równocześnie
blokując ręką przejście. Przeskakuje dwa stopnie i wpada do otwartego na
oścież mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi, zanim Jungkook zdąży
przez nie przejść.
- Hasło! - krzyczy, z całej siły starając się utrzymać drzwi zamknięte, chociaż but Jungkooka skutecznie to uniemożliwia.
- W dupie trzasło! -
odpowiada chichrający się Jungkook, swoim słownictwem powalając
Taehyunga, który prawie że się zapowietrza. Odsuwa się na bok, a drzwi
otwierają się szeroko, klamką uderzając o jedną ze ścian przedpokoju.
Jungkook wpada do środka, a Taehyung pożera go wzrokiem, górując nad
nim, z rękami skrzyżowanymi na piersi.
- I ty mi mówisz, że jesteś gotowy na dziecko? - pyta z pogardą w głosie.
- Jedno już mam, jestem
po praktykach - odpowiada Jungkook, puszczając do starszego oczko.
Papiery, z którymi szarpie się już od rana, odkłada do "szuflady syfu", z
której jutro ponownie je wyciągnie, bo właśnie na tym (według
Taehyunga) polega jego praca.
Blondyn opiera się o
ścianę, cienką koszulkę unosząc do góry. Kątem oka zerka na
rozwiązującego buty Jungkooka, który wydaje się całkowicie go ignorować.
Taehyung odchrząkuje
znacząco, podwijając swoją koszulkę jeszcze wyżej. Dłonie kładzie na
swoim płaskim, ale niewyrzeźbionym brzuchu, wyginając się nienaturalnie
do przodu, jednak Jungkook wciąż nawet na niego nie patrzy.
- Kook - odzywa się w
końcu, na co Jungkook unosi głowę i rumieni się mocno, kiedy tylko
zauważa stan Taehyunga, bo mimo że są ze sobą już od paru dobrych lat,
swoje ciała wciąż traktują jak świątynie.
- Hm? - młodszy unosi brew, a palce Taehyunga zjeżdżają niżej, zahaczając o gumkę bokserek z motywem Ciasteczkowego Potwora.
- Przez ciebie się
spociłem - blondyn patrzy na Jungkooka z miną przybitego szczeniaczka,
jednak mężczyzna jest już odporny na tego typu gierki. Nawet Taehyung,
rozbierający się przed nim w zmysłowy (czyt. śmieszny) sposób już na
niego nie działa.
- Te, hinduska
tancereczko - Jungkook przygryza wargę, bo wie, że jeszcze jedno takie
słowo i posunie się za daleko. Może i ich wspólne życie jest ciągiem
żartów i docinek, ale pewnej granicy nie należy przekraczać. - Gdzie ten
obiad?
Taehyung prycha pod
nosem, rzucając wilgotną koszulkę w stronę Jungkooka. Ten jednak jest
zbyt skupiony na własnych butach i ubranie ląduje na jego ramieniu, w
którego po chwili opada na podłogę.
- Już się obraziłeś? -
pyta Jungkook, podnosząc się z podłogi z koszulką w ręce. Taehyung
wzrusza ramionami i zanim zdąży cokolwiek powiedzieć jest przygniatany
do ściany przez silne ręce Jungkooka.
- Przepraszam - szepcze
młodszy, delikatnie muskając ustami szyję starszego. Ten przymyka oczy,
relaksując się pod dotykiem swojego kochanka.
- Po prostu... ja naprawdę chcę to dziecko - mówi cicho, bojąc się nagłego załamania głosu. - Tak naprawdę-naprawdę, Kook.
- Wiem, Tae - odpowiada
Jungkook, chociaż osoba trzecia mogłaby pomylić jego słowa ze świstem
wiatru albo buczeniem odpalonego 24/7 laptopa.
- Tylko że... no, patrz
na nas - śmieje się blondyn. - Która normalna matka oddałaby nam swoje
dziecko? Przecież ty byś je upuścił już pierwszego dnia.
- Ja przynajmniej mam
jakąś pracę - warczy Jungkook, bo mimo że rozumie żal Taehyunga, nie
pamięta zapisywania się na bycie workiem treningowym starszego.
- Mówisz, że jestem od ciebie gorszy, bo nie obijam się w biurze, tylko faktycznie coś robię?
- Nie, tego nie powiedziałem. - Jungkook kręci głową, automatycznie zabierając dłonie z nagiego torsu Taehyunga.
- Ale to miałeś na
myśli. - Blondyn zasysa się na własnej wardze, w ten sposób próbując
utrzymać nad sobą panowanie. - Oddaj mi moją koszulkę - prosi,
wystawiając rękę w kierunku młodszego.
- Tae...
- Koszulka.
Jungkook posłusznie
oddaje starszemu jego własność, a ten natychmiast się ubiera i
wyślizguje spomiędzy ściany, a Jungkooka, kierując się do ich wspólnej
sypialni.
- Myślisz, że mi na tym nie zależy? - odzywa się jeszcze raz Jungkook, zanim Taehyung znika z jego pola widzenia.
- Myślę, że ani trochę - odpowiada Taehyung, dramatycznie zatrzaskując za sobą drzwi.
Jungkook nie chcąc
pogarszać sytuacji, rusza za starszym. Puka delikatnie do drzwi i czeka
na jakąkolwiek odpowiedź, jednak gdy ta nie nadchodzi, uchyla drzwi i
zerka do pokoju.
Taehyung leży na łóżku,
skulony w kłębek, i Jungkook już wie, że nie ma innego wyjścia, jak
tylko wyściskać chłopaka, dopóki zły humor mu minie.
- Tae - mówi łagodnie,
przycupując na łóżku, na wysokości brzucha starszego, i dopiero wtedy
zauważa stumień łez, moczący poduszkę Taehyunga. - Tae - powtarza,
wsuwając palce pod koszulkę mężczyzny, by móc pogładzić go po boku.
- Przyszła kolejna
odmowa - wydusza z siebie Taehyung, owijając się całym sobą wokół
Jungkooka. Głowę kładzie mu na udach i czeka na kolejne niewinne
pieszczoty.
Jungkook momentalnie wsuwa palce pomiędzy gęste loki, nad którymi Taehyung tak ciężko rano pracował.
- Nie chcą nas, bo
jesteśmy gejami, wiesz? - Taehyung nadal płacze, a Jungkook stara się
uspokoić go drobnymi pocałunkami. - Jesteśmy nienormalni, Kook. Oni tak
myślą - łka starszy, a Jungkookowi pęka serce, bo może oni mają rację?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz