sobota, 4 lutego 2017

why so serious?

18:23, lipcowy wieczór, gdzieś w Ameryce. 

Młody mężczyzna, popijający mrożoną kawę, siedzi na plastikowym krześle i wygląda zza balkonowej balustrady, czekając na powrót swojego chłopaka. Słomka, którą zaciska między zębami, jest już właściwie nie do użytku, jednak on nie zwraca na to uwagi i siorbie chłodny napój, przykładając do tego zbyt wiele energii.

Ciemne okulary co chwilę zsuwają się z jego nosa, a on za każdym razem je poprawia, dosuwając je sobie do samego czoła, nieco wilgotnego od potu. W końcu na dworze nadal jest ze trzydzieści stopni, a on musi stać na balkonie w samych bokserkach i koszulce, chociaż i ona jest według niego zbędna. 

Wreszcie na parking zajeżdża granatowa audica, z której wysiada ubrany w kraciastą koszulę Jungkook. Taehyung uśmiecha się szeroko, opierając ramiona na balustradzie, i czeka aż roztrzepany brunet zwróci na niego uwagę. 

- Hej - odzywa się w końcu i obserwuje, jak mężczyźnie, idącemu chodnikiem, wypadają z rąk wszystkie papiery, razem z nowiutkim telefonem. 

- Tae - wyszczerza się Jungkook, przykucając na środku chodnika, by pozbierać swoje rzeczy. - Zaraz będę - mówi, a Taehyung kiwa głową, siadając wygodnie na nagrzanych od słońca, czarnych kafelkach. Szczupłe nogi wsuwa między metalowe rurki i spuszcza je na dół, tak, że sąsiad z dołu mógłby połaskotać go w stopy, gdyby tylko chciał. 

Ręce krzyżuje na barierkach i opiera na nich głowę, wciąż przyglądając się Jungkookowi z uśmiechem. 

- Dawaj, bo czekam tu już od godziny - jęczy, przymykając na chwilę oczy. - No i obiad stygnie. 

- Obiad? - Jungkook unosi wzrok, pojedyncze kartki układając na swoich udach. - Chińczyk czy pizza?

- Fakaj się - odpowiada Taehyung, podnosząc się z podłogi. Zanim znika w głębi mieszkania, pokazuje jeszcze Jungkookowi środkowy palec. 

Niecałą minutę później na korytarzu słychać kroki, a potem huk i kilka przekleństw, rzucanych pod adresem "tych chujowych schodów". Taehyung wybiega z mieszkania, śmiejąc się pod nosem, jakby był chory psychicznie. Zbiega na dół, gdzie znajduje Jungkooka, w zębach trzymającego plik papierów, a w ręce telefon z potłuczonym ekranem. 

- Boże - parska śmiechem, pomagając mężczyźnie się pozbierać. Podciąga Jungkooka do góry, a ten momentalnie opiera głowę na jego ramieniu, mrucząc przy tym jak kot.

- Kocham cię - szepcze brunet, którego humor nagle się zmienia, a potem obejmuje starszego w pasie. 

- Ja ciebie też - Taehyung przewraca oczami. - Tylko nie mam pojęcia za co. 

Mężczyźni powoli wloką się na górę, popychając się nawzajem na boki, aż w końcu docierają na właściwe piętro i dopiero tam zaczyna się wyścig. Zanim Jungkook ma szansę zareagować, Taehyung już popycha go do tyłu, równocześnie blokując ręką przejście. Przeskakuje dwa stopnie i wpada do otwartego na oścież mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi, zanim Jungkook zdąży przez nie przejść. 

- Hasło! - krzyczy, z całej siły starając się utrzymać drzwi zamknięte, chociaż but Jungkooka skutecznie to uniemożliwia. 

- W dupie trzasło! - odpowiada chichrający się Jungkook, swoim słownictwem powalając Taehyunga, który prawie że się zapowietrza. Odsuwa się na bok, a drzwi otwierają się szeroko, klamką uderzając o jedną ze ścian przedpokoju. Jungkook wpada do środka, a Taehyung pożera go wzrokiem, górując nad nim, z rękami skrzyżowanymi na piersi.

- I ty mi mówisz, że jesteś gotowy na dziecko? - pyta z pogardą w głosie. 

- Jedno już mam, jestem po praktykach - odpowiada Jungkook, puszczając do starszego oczko. Papiery, z którymi szarpie się już od rana, odkłada do "szuflady syfu", z której jutro ponownie je wyciągnie, bo właśnie na tym (według Taehyunga) polega jego praca.

Blondyn opiera się o ścianę, cienką koszulkę unosząc do góry. Kątem oka zerka na rozwiązującego buty Jungkooka, który wydaje się całkowicie go ignorować. 

Taehyung odchrząkuje znacząco, podwijając swoją koszulkę jeszcze wyżej. Dłonie kładzie na swoim płaskim, ale niewyrzeźbionym brzuchu, wyginając się nienaturalnie do przodu, jednak Jungkook wciąż nawet na niego nie patrzy. 

- Kook - odzywa się w końcu, na co Jungkook unosi głowę i rumieni się mocno, kiedy tylko zauważa stan Taehyunga, bo mimo że są ze sobą już od paru dobrych lat, swoje ciała wciąż traktują jak świątynie. 

- Hm? - młodszy unosi brew, a palce Taehyunga zjeżdżają niżej, zahaczając o gumkę bokserek z motywem Ciasteczkowego Potwora.

- Przez ciebie się spociłem - blondyn patrzy na Jungkooka z miną przybitego szczeniaczka, jednak mężczyzna jest już odporny na tego typu gierki. Nawet Taehyung, rozbierający się przed nim w zmysłowy (czyt. śmieszny) sposób już na niego nie działa.

- Te, hinduska tancereczko - Jungkook przygryza wargę, bo wie, że jeszcze jedno takie słowo i posunie się za daleko. Może i ich wspólne życie jest ciągiem żartów i docinek, ale pewnej granicy nie należy przekraczać. - Gdzie ten obiad?

Taehyung prycha pod nosem, rzucając wilgotną koszulkę w stronę Jungkooka. Ten jednak jest zbyt skupiony na własnych butach i ubranie ląduje na jego ramieniu, w którego po chwili opada na podłogę.

- Już się obraziłeś? - pyta Jungkook, podnosząc się z podłogi z koszulką w ręce. Taehyung wzrusza ramionami i zanim zdąży cokolwiek powiedzieć jest przygniatany do ściany przez silne ręce Jungkooka. 

- Przepraszam - szepcze młodszy, delikatnie muskając ustami szyję starszego. Ten przymyka oczy, relaksując się pod dotykiem swojego kochanka. 

- Po prostu... ja naprawdę chcę to dziecko - mówi cicho, bojąc się nagłego załamania głosu. - Tak naprawdę-naprawdę, Kook.

- Wiem, Tae - odpowiada Jungkook, chociaż osoba trzecia mogłaby pomylić jego słowa ze świstem wiatru albo buczeniem odpalonego 24/7 laptopa.

- Tylko że... no, patrz na nas - śmieje się blondyn. - Która normalna matka oddałaby nam swoje dziecko? Przecież ty byś je upuścił już pierwszego dnia.

- Ja przynajmniej mam jakąś pracę - warczy Jungkook, bo mimo że rozumie żal Taehyunga, nie pamięta zapisywania się na bycie workiem treningowym starszego.

- Mówisz, że jestem od ciebie gorszy, bo nie obijam się w biurze, tylko faktycznie coś robię? 

- Nie, tego nie powiedziałem. - Jungkook kręci głową, automatycznie zabierając dłonie z nagiego torsu Taehyunga. 

- Ale to miałeś na myśli. - Blondyn zasysa się na własnej wardze, w ten sposób próbując utrzymać nad sobą panowanie. - Oddaj mi moją koszulkę - prosi, wystawiając rękę w kierunku młodszego.

- Tae...

- Koszulka. 

Jungkook posłusznie oddaje starszemu jego własność, a ten natychmiast się ubiera i wyślizguje spomiędzy ściany, a Jungkooka, kierując się do ich wspólnej sypialni.

- Myślisz, że mi na tym nie zależy? - odzywa się jeszcze raz Jungkook, zanim Taehyung znika z jego pola widzenia. 

- Myślę, że ani trochę - odpowiada Taehyung, dramatycznie zatrzaskując za sobą drzwi.

Jungkook nie chcąc pogarszać sytuacji, rusza za starszym. Puka delikatnie do drzwi i czeka na jakąkolwiek odpowiedź, jednak gdy ta nie nadchodzi, uchyla drzwi i zerka do pokoju.

Taehyung leży na łóżku, skulony w kłębek, i Jungkook już wie, że nie ma innego wyjścia, jak tylko wyściskać chłopaka, dopóki zły humor mu minie.

- Tae - mówi łagodnie, przycupując na łóżku, na wysokości brzucha starszego, i dopiero wtedy zauważa stumień łez, moczący poduszkę Taehyunga. - Tae - powtarza, wsuwając palce pod koszulkę mężczyzny, by móc pogładzić go po boku.

- Przyszła kolejna odmowa - wydusza z siebie Taehyung, owijając się całym sobą wokół Jungkooka. Głowę kładzie mu na udach i czeka na kolejne niewinne pieszczoty. 

Jungkook momentalnie wsuwa palce pomiędzy gęste loki, nad którymi Taehyung tak ciężko rano pracował. 

- Nie chcą nas, bo jesteśmy gejami, wiesz? - Taehyung nadal płacze, a Jungkook stara się uspokoić go drobnymi pocałunkami. - Jesteśmy nienormalni, Kook. Oni tak myślą - łka starszy, a Jungkookowi pęka serce, bo może oni mają rację?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz