Słońce powoli chyliło
się ku horyzontowi, kiedy Taehyung powoli wspinał się po schodach,
schylając głowę za każdym razem, kiedy jasne promienie, odbijające się
częściowo od brudnych okien klatki schodowej, raziły jego oczy. Z
szarych słuchawek, zawieszonych na jego szyi wydobywało się ciche wycie
Lady Gagi, a pęk kluczy w kieszeni jego jeansów wydawał się pobrzękiwać w
rytm "Poker Face".
Pierwsze piętro.
Drugie.
- Dzień dobry.
Trzecie.
Mógłby pojechać windą,
bo chociaż budynek w sumie liczył tylko pięć pięter, architekt
najwyraźniej uznał, że widna jest w nim koniecznością. Mógłby, ale wtedy
przerwałby swój (jak na razie) czterodniowy trening łydek, polegający
właśnie na wbieganiu po schodach.
- Hej - odezwał się
ktoś, a Taehyung momentalnie uniósł głowę, z przedramienia robiąc sobie
daszek. Ten jednak nie podołał swojemu zadaniu, więc Taehyung postanowił
zamaskować swoją porażkę, przecierając rękawem nieco wilgotne czoło.
- Hej - odparł, mrużąc
oczy, żeby zobaczyć czy powinien kontynuować rozmowę, czy może nie.
Zanim jednak zdążył przyjrzeć się twarzy swojego rozmówcy, tego już nie
było.
Taehyung obejrzał się
jeszcze na bok, dostrzegając dzięki temu znikającą na niższym piętrze czuprynę kruczoczarnych włosów. Czyli to ten dzieciak spod jedenastki,
który już od dłuższego czasu próbował zaprzyjaźnić się z całą
spółdzielnią.
Przewrócił oczami,
dopiero po chwili uświadamiając sobie fakt, że nadal stoi na środku
schodów, wpatrując się w dolną część barierki, na której trzymał jedną
rękę. Zamrugał dwa razy i nie zastanawiając się dłużej, ruszył na górę,
tym razem przeskakując co drugi stopień.
Stanął przed drzwiami
swojego małego mieszkanka, wyciągnął z kieszeni klucze, do których
doczepione było co najmniej dwadzieścia różnych breloczków, i po kilku
nieudanych próbach wcelowania w dziurkę na ślepo, w końcu dostał się do
środka. Zaraz po wejściu do domu, rozłożył się na środku przedpokoju i
zaczął w skupieniu rozwiązywać sznurówki swoich nowiutkich, żółtych
Conversów.
Pierwszym przystankiem
Taehyunga była oczywiście łazienka. Wszedł do środka bez zapalania
światła, bo wierzył, że po własnym królestwie powinien potrafić poruszać
się na ślepo. Mieszkał sam, więc drzwi mógł zostawić otwarte na oścież,
dzięki czemu w pomieszczeniu panował jedynie półmrok.
Otworzył jedną z
przeszklonych szafek i wyciągnął z niej prawie pustą buteleczkę płynu
micelarnego. Z szuflady niżej wyłowił kilka wacików i podszedł do
lustra, które niedawno ozdobił taśmą LED, przyklejając ją wokół całej
jego ramy. Pociągnął za sznureczek z małych metalowych kuleczek, a zimne
światło ledów oświetliło jego twarz, sprawiając, że przypominał nieco
śmierć w makijażu.
Starając się nie skupiać
na odbijającej się w lustrze tylnej ścianie łazienki, zaczął delikatnie
przecierać twarz wcześniej namoczonym wacikiem. Zaczynając na czole, a
kończąc na nosie, powoli pozbywał się swojej codziennej maski,
przyglądając się jak chłopak w lustrze, którego zdążył już pokochać,
zostaje zastąpiony przez swojego brzydszego brata bliźniaka.
Zużyte waciki wrzucił do
muszli i spuścił wodę, po czym wrócił do umywalki. Odkręcił ciepłą
wodę, pod którą wsunął na moment ręce, tylko po to, żeby je lekko
zmoczyć. Sięgnął po leżące obok kranu mydło, ale te wyślizgnęło mu się z
ręki i wpadło do ceramicznej misy.
Chłopak prychnął pod
nosem i jeszcze raz, tym razem ostrożniej, sięgnął po kostkę
perfumowanego mydła. Potarł je chwilę w rękach, w ten sposób je sobie
namydlając, i odłożył na bok. Dłonie wsunął pod strumień letniej wody,
pozwalając mydlinom spłynąć, po czym nachylił się nad umywalką i jedną
ręką przytrzymując swoją grzywkę, ochlapał swoją zmęczoną twarz wodą.
Zanim dosięgnął
ręcznika, białe kafelki były już ochlapane wodą, ale z tym Taehyung
poradził sobie dość sprawnie, wycierając podłogę swoimi skarpetkami.
Miękkim materiałem wysuszył dłonie i twarz, skupiając się też na szyi,
po której woda zazwyczaj spływała mu aż za koszulkę.
Pociągnął za sznurek
przy lustrze i wyszedł z łazienki. Minął połączony z kuchnią salonik, bo
chociaż wizja domowego obiadu wydawała się być kusząca, łóżko jak
zwykle okazało się być silniejszym magnesem.
Wślizgnął się do swojej
sypialni przez lekko uchylone drzwi, które zamknął za sobą szczelnie. Po
prostu nie potrafił spać przy otwartych. Podszedł do okna, przez które
było jeszcze widać ostatnie promienie Słońca, przebijające się pomiędzy
licznymi drzewami i górującymi nad nimi budynkami.
Spuścił roletę,
całkowicie zaciemniając malutki pokoik, po czym wskoczył do łóżka i
szybko opatulił się kocem, bo na kołdrę było już za gorąco. Poduszkę
przewrócił na drugą stronę, tą chłodniejszą i zamknął oczy, zasypiając
niemal natychmiast.
Nie udało mu się jednak
pospać zbyt długo (a może tylko wydawało mu się, że od zmrużenia jego
oczu minęło zaledwie pięć minut), bo chwilę przed północą, ktoś zaczął
dobijać się do jego drzwi.
Taehyung normalnie
potrafiłby przespać koniec świata, atak kosmitów i koncert Rammsteina,
odbywający się tuż pod jego oknami, ale kiedy ktoś majstrował przy jego
drzwiach, w jego mózgu automatycznie włączał się alarm.
Otworzył oczy i
nasłuchiwał, jak osoba pod drzwiami próbuje na siłę wepchnąć swoje
klucze do zamka w jego drzwiach. Wiedział, że osoba ta nie ma szans
dostać się do środka, a jednak przerażał go fakt, że ktoś w ogóle
próbuje to zrobić, że ktoś stoi pod jego mieszkaniem i planuje kradzież,
mord, albo coś jeszcze gorszego.
A może to duchy?
Wziął głęboki oddech i
czując jak kamień w jego podbrzuszu próbuje przygwoździć go do łóżka,
wstał, i na miękkich, jak wata, nogach, ruszył w stronę przedpokoju.
Dziękował sam sobie, że nie jest przyzwyczajony do noszenia kapci, bo
te, w przeciwieństwie do miękkich skarpetek, mogłyby go w tej chwili
wydać.
Zatrzymał się metr przed
drzwiami, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Najlepszym
rozwiązaniem byłoby po prostu poczekać, aż osoba za drzwiami sobie
pójdzie, ale przecież tylko głupiec siedziałby w miejscu, czekając aż go
zamordują. Mógłby na przykład zadzwonić na policję, ale co jeśli za
drzwiami naprawdę stoi duch? Wtedy potrzebni są Ghostbusterzy, a nie
policja.
Szmer, dochodzący z
klatki schodowej, ucichł na chwilę, tylko po to, by sekundę później
zastąpił go zgrzyt kluczy, rysujących polakierowaną powierzchnię drewna.
Taehyung odskoczył do
tyłu, zatykając sobie uszy dłońmi. Może jeśli nie będzie słyszał tego,
co dzieje się na zewnątrz, to strach szybciej go opuści?
- Nokurwacotoest - wyburczał głos za drzwiami, a Taehyung opuścił ręce, bo i tak nie blokowały one dźwięku tak, jak powinny.
Zbliżył się do drzwi,
delikatnie opierając się o nie rękoma. Przystawił oko do judasza, jednak
po drugiej stronie było zbyt ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć.
- Przepraszam - odezwał
się niepewnie, mając nadzieję wynegocjować z włamywaczem jego odejście. -
Mógłby pan zostawić mnie w spokoju? - zapytał, starając się zabrzmieć
zarówno grzecznie, jak i strasznie. - Inaczej będę musiał zadzwonić na
policję.
- Co? - Osoba za drzwiami wydawała się być zaskoczona tym, że ktoś był w jej mieszkaniu.
- Naprawdę, już idę po telefon - zagroził Taehyung, chociaż po telefon wcale się nie wybierał.
- Jebane światło -
warknął mężczyzna na klatce, a Taehyung modlił się w duchu, żeby przy
szukaniu właściwego pstryczka, facet nie stoczył się ze schodów.
Po kilku wulgaryzmach,
rzucanych pod adresem światła, na klatce w końcu zapanowała jasność, a
Taehyung prawie wybuchnął śmiechem, kiedy zobaczył kto przez cały czas
dobijał się do jego mieszkania.
Upity Jeon Jungkook,
drodzy państwo, stał podparty o jedną ze ścian, niebezpiecznie blisko
pierwszego stopnia, prowadzącego na dół. W jednej dłoni zaciśnięty miał
pęk kluczy, a w drugiej trzymał swój telefon, którego szybka pęknięta
była na pół.
Taehyung przewrócił
oczami, powstrzymując wkradający się na jego twarz uśmiech. Przekręcił
gałkę przy zamku i otworzył drzwi, czekając aż Jungkook zorientuje się,
że pomylił piętra.
Chłopak uniósł głowę, spoglądając na Taehyunga z uchylonymi ustami, po czym parsknął śmiechem, podchodząc bliżej niego.
- Tylko spróbuj coś
powiedzieć - zagroził, unosząc do góry jeden palec. Prawie poleciał przy
tym drobnym geście do przodu, ale Taehyung w porę zdążył go złapać,
ręce oplatając wokół jego pasa.
- Wyglądasz jak gówno - westchnął, wprowadzając pijanego sąsiada do mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz