sobota, 4 lutego 2017

how it all began

Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, kiedy Taehyung powoli wspinał się po schodach, schylając głowę za każdym razem, kiedy jasne promienie, odbijające się częściowo od brudnych okien klatki schodowej, raziły jego oczy. Z szarych słuchawek, zawieszonych na jego szyi wydobywało się ciche wycie Lady Gagi, a pęk kluczy w kieszeni jego jeansów wydawał się pobrzękiwać w rytm "Poker Face". 

Pierwsze piętro.

Drugie. 

- Dzień dobry. 

Trzecie. 

Mógłby pojechać windą, bo chociaż budynek w sumie liczył tylko pięć pięter, architekt najwyraźniej uznał, że widna jest w nim koniecznością. Mógłby, ale wtedy przerwałby swój (jak na razie) czterodniowy trening łydek, polegający właśnie na wbieganiu po schodach.

- Hej - odezwał się ktoś, a Taehyung momentalnie uniósł głowę, z przedramienia robiąc sobie daszek. Ten jednak nie podołał swojemu zadaniu, więc Taehyung postanowił zamaskować swoją porażkę, przecierając rękawem nieco wilgotne czoło. 

- Hej - odparł, mrużąc oczy, żeby zobaczyć czy powinien kontynuować rozmowę, czy może nie. Zanim jednak zdążył przyjrzeć się twarzy swojego rozmówcy, tego już nie było. 

Taehyung obejrzał się jeszcze na bok, dostrzegając dzięki temu znikającą na niższym piętrze czuprynę kruczoczarnych włosów. Czyli to ten dzieciak spod jedenastki, który już od dłuższego czasu próbował zaprzyjaźnić się z całą spółdzielnią.

Przewrócił oczami, dopiero po chwili uświadamiając sobie fakt, że nadal stoi na środku schodów, wpatrując się w dolną część barierki, na której trzymał jedną rękę. Zamrugał dwa razy i nie zastanawiając się dłużej, ruszył na górę, tym razem przeskakując co drugi stopień. 

Stanął przed drzwiami swojego małego mieszkanka, wyciągnął z kieszeni klucze, do których doczepione było co najmniej dwadzieścia różnych breloczków, i po kilku nieudanych próbach wcelowania w dziurkę na ślepo, w końcu dostał się do środka. Zaraz po wejściu do domu, rozłożył się na środku przedpokoju i zaczął w skupieniu rozwiązywać sznurówki swoich nowiutkich, żółtych Conversów. 

Pierwszym przystankiem Taehyunga była oczywiście łazienka. Wszedł do środka bez zapalania światła, bo wierzył, że po własnym królestwie powinien potrafić poruszać się na ślepo. Mieszkał sam, więc drzwi mógł zostawić otwarte na oścież, dzięki czemu w pomieszczeniu panował jedynie półmrok. 

Otworzył jedną z przeszklonych szafek i wyciągnął z niej prawie pustą buteleczkę płynu micelarnego. Z szuflady niżej wyłowił kilka wacików i podszedł do lustra, które niedawno ozdobił taśmą LED, przyklejając ją wokół całej jego ramy. Pociągnął za sznureczek z małych metalowych kuleczek, a zimne światło ledów oświetliło jego twarz, sprawiając, że przypominał nieco śmierć w makijażu. 

Starając się nie skupiać na odbijającej się w lustrze tylnej ścianie łazienki, zaczął delikatnie przecierać twarz wcześniej namoczonym wacikiem. Zaczynając na czole, a kończąc na nosie, powoli pozbywał się swojej codziennej maski, przyglądając się jak chłopak w lustrze, którego zdążył już pokochać, zostaje zastąpiony przez swojego brzydszego brata bliźniaka. 

Zużyte waciki wrzucił do muszli i spuścił wodę, po czym wrócił do umywalki. Odkręcił ciepłą wodę, pod którą wsunął na moment ręce, tylko po to, żeby je lekko zmoczyć. Sięgnął po leżące obok kranu mydło, ale te wyślizgnęło mu się z ręki i wpadło do ceramicznej misy. 

Chłopak prychnął pod nosem i jeszcze raz, tym razem ostrożniej, sięgnął po kostkę perfumowanego mydła. Potarł je chwilę w rękach, w ten sposób je sobie namydlając, i odłożył na bok. Dłonie wsunął pod strumień letniej wody, pozwalając mydlinom spłynąć, po czym nachylił się nad umywalką i jedną ręką przytrzymując swoją grzywkę, ochlapał swoją zmęczoną twarz wodą. 

Zanim dosięgnął ręcznika, białe kafelki były już ochlapane wodą, ale z tym Taehyung poradził sobie dość sprawnie, wycierając podłogę swoimi skarpetkami. Miękkim materiałem wysuszył dłonie i twarz, skupiając się też na szyi, po której woda zazwyczaj spływała mu aż za koszulkę. 

Pociągnął za sznurek przy lustrze i wyszedł z łazienki. Minął połączony z kuchnią salonik, bo chociaż wizja domowego obiadu wydawała się być kusząca, łóżko jak zwykle okazało się być silniejszym magnesem. 

Wślizgnął się do swojej sypialni przez lekko uchylone drzwi, które zamknął za sobą szczelnie. Po prostu nie potrafił spać przy otwartych. Podszedł do okna, przez które było jeszcze widać ostatnie promienie Słońca, przebijające się pomiędzy licznymi drzewami i górującymi nad nimi budynkami. 

Spuścił roletę, całkowicie zaciemniając malutki pokoik, po czym wskoczył do łóżka i szybko opatulił się kocem, bo na kołdrę było już za gorąco. Poduszkę przewrócił na drugą stronę, tą chłodniejszą i zamknął oczy, zasypiając niemal natychmiast. 

Nie udało mu się jednak pospać zbyt długo (a może tylko wydawało mu się, że od zmrużenia jego oczu minęło zaledwie pięć minut), bo chwilę przed północą, ktoś zaczął dobijać się do jego drzwi. 

Taehyung normalnie potrafiłby przespać koniec świata, atak kosmitów i koncert Rammsteina, odbywający się tuż pod jego oknami, ale kiedy ktoś majstrował przy jego drzwiach, w jego mózgu automatycznie włączał się alarm. 

Otworzył oczy i nasłuchiwał, jak osoba pod drzwiami próbuje na siłę wepchnąć swoje klucze do zamka w jego drzwiach. Wiedział, że osoba ta nie ma szans dostać się do środka, a jednak przerażał go fakt, że ktoś w ogóle próbuje to zrobić, że ktoś stoi pod jego mieszkaniem i planuje kradzież, mord, albo coś jeszcze gorszego. 

A może to duchy? 

Wziął głęboki oddech i czując jak kamień w jego podbrzuszu próbuje przygwoździć go do łóżka, wstał, i na miękkich, jak wata, nogach, ruszył w stronę przedpokoju. Dziękował sam sobie, że nie jest przyzwyczajony do noszenia kapci, bo te, w przeciwieństwie do miękkich skarpetek, mogłyby go w tej chwili wydać. 

Zatrzymał się metr przed drzwiami, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu poczekać, aż osoba za drzwiami sobie pójdzie, ale przecież tylko głupiec siedziałby w miejscu, czekając aż go zamordują. Mógłby na przykład zadzwonić na policję, ale co jeśli za drzwiami naprawdę stoi duch? Wtedy potrzebni są Ghostbusterzy, a nie policja. 

Szmer, dochodzący z klatki schodowej, ucichł na chwilę, tylko po to, by sekundę później zastąpił go zgrzyt kluczy, rysujących polakierowaną powierzchnię drewna. 

Taehyung odskoczył do tyłu, zatykając sobie uszy dłońmi. Może jeśli nie będzie słyszał tego, co dzieje się na zewnątrz, to strach szybciej go opuści? 

- Nokurwacotoest - wyburczał głos za drzwiami, a Taehyung opuścił ręce, bo i tak nie blokowały one dźwięku tak, jak powinny. 

Zbliżył się do drzwi, delikatnie opierając się o nie rękoma. Przystawił oko do judasza, jednak po drugiej stronie było zbyt ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć. 

- Przepraszam - odezwał się niepewnie, mając nadzieję wynegocjować z włamywaczem jego odejście. - Mógłby pan zostawić mnie w spokoju? - zapytał, starając się zabrzmieć zarówno grzecznie, jak i strasznie. - Inaczej będę musiał zadzwonić na policję. 

- Co? - Osoba za drzwiami wydawała się być zaskoczona tym, że ktoś był w jej mieszkaniu. 

- Naprawdę, już idę po telefon - zagroził Taehyung, chociaż po telefon wcale się nie wybierał. 

- Jebane światło - warknął mężczyzna na klatce, a Taehyung modlił się w duchu, żeby przy szukaniu właściwego pstryczka, facet nie stoczył się ze schodów. 

Po kilku wulgaryzmach, rzucanych pod adresem światła, na klatce w końcu zapanowała jasność, a Taehyung prawie wybuchnął śmiechem, kiedy zobaczył kto przez cały czas dobijał się do jego mieszkania. 

Upity Jeon Jungkook, drodzy państwo, stał podparty o jedną ze ścian, niebezpiecznie blisko pierwszego stopnia, prowadzącego na dół. W jednej dłoni zaciśnięty miał pęk kluczy, a w drugiej trzymał swój telefon, którego szybka pęknięta była na pół. 

Taehyung przewrócił oczami, powstrzymując wkradający się na jego twarz uśmiech. Przekręcił gałkę przy zamku i otworzył drzwi, czekając aż Jungkook zorientuje się, że pomylił piętra. 

Chłopak uniósł głowę, spoglądając na Taehyunga z uchylonymi ustami, po czym parsknął śmiechem, podchodząc bliżej niego. 

- Tylko spróbuj coś powiedzieć - zagroził, unosząc do góry jeden palec. Prawie poleciał przy tym drobnym geście do przodu, ale Taehyung w porę zdążył go złapać, ręce oplatając wokół jego pasa.
 
- Wyglądasz jak gówno - westchnął, wprowadzając pijanego sąsiada do mieszkania. 

- Ty też - wyszczerzył się Jungkook, jedną rękę zarzucając na kark starszego, i chociaż Taehyung nienawidził przebywać w towarzystwie pijanych osób, ten jeden raz mógł zrobić wyjątek. Tym bardziej, że był to pierwszy i ostatni raz, kiedy widział swojego chłopaka aż tak nietrzeźwego, a był to widok dość zabawny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz