sobota, 4 lutego 2017

photograph

- Jimin! - zawołał Taehyung, wpadając do kawiarni pięć minut przed jej otwarciem. - Jesteś geniuszem! 

- Wiem - odparł Jimin, przecierający wilgotną szmatką maszyny za kontuarem. 

- Spotkaliśmy się tylko raz, a on już dał mi pięćdziesiąt dolców! - ekscytował się młodszy, zrzucając kurtkę i przewieszając sobie fartuszek wokół pasa. - Dolców! Rozumiesz to, Jiminie?

- Ekstra, bo przecież my to płacimy kamieniami. - Ton starszego przepełniony był sarkazmem. - Tylko pamiętaj, nie przywiązuj się do niego za bardzo, okej?

- Czemu niby?

- Nie chcę, żebyś się zawiódł. 

Taehyung już nie odpowiedział, tylko spróbował sobie wyobrazić sytuację, w której mógłby zawieść się na Jungkooku. Jungkook mógł na przykład zbankrutować i byłby zawiedziony tym, że jego źródło łatwych pieniędzy wygasło. Tak, to o to musiało chodzić Jiminowi. 

Klienci przewijali się przez kawiarenkę od samego rana, więc zajęci przyjmowaniem chłopcy nie mieli już czasu ze sobą rozmawiać. Dzisiaj dołączył do nich jeszcze jeden pracownik, którego Yoongi zatrudnił tylko po to, by Jimin mógł szybciej wracać do domu. 

Taehyung cały dzień nie spuszczał oczu z pulchnych ust młodego chłopaka w różowej koszulce typu polo, z jego, wyglądających na wyjątkowo miękkie, włosów w kolorze ciemnego blondu, z jego szerokich ramion, ani z minimalistycznej, srebrnej bransoletki, którą chłopak co jakiś czas okręcał wokół nadgarstka. 

- Hej, jestem Taehyung - doskoczył do chłopaka Tae, kiedy tylko ich zmiana dobiegła końca. 

- Seokjin - uśmiechnął się nieśmiało blondyn, błądząc wzrokiem po podłodze. 

- Ładna bransoletka - skomentował Taehyung, wskazując palcem na rękę Jina. 

- Dziękuję - zarumienił się Seokjin. 

Taehyung zachichotał, widząc jak chłopak reaguje na komplementy. Na prośbę młodszego, wymienili się numerami telefonów i poszli w swoją stronę. Taehyung ledwo opanował swoją chęć przytulenia starszego, chociaż wiedział, że pewnie byłoby to nietaktowne, jako że oficjalnie znali się tylko od pięciu minut.

Jeszcze w drodze do domu napisał do Jungkooka, bo po pierwsze - ten go o to prosił, a po drugie - lubił z nim pisać, nawet o drugiej w nocy. 

→ daddy 

Trochę dziwnie się czuł, nazywając tak chłopaka młodszego od siebie, ale skoro Jungkookowi się to podobało, to i on nie narzekał. Plus, to właśnie za takie zachowanie dostawał pieniądze, więc tak jakby nie miał wyjścia. 

Jungkook: tak, bby?

→ w sumie nic, tak tylko piszę 

Jungkook: awh, stęskniłeś się już?

→ może troszkę 

Jungkook: a za mną czy za pieniędzmi?

Dobra pytanie, ale Taehyung nie znał na nie odpowiedzi. 

→ miałbyś może ochotę na kawę albo coś?

Jako że Taehyung spędza przy kawie dobre czterdzieści godzin w tygodniu, to ona pierwsza przyszła mu do głowy. 

Jungkookie: u ciebie?

→ może być u mnie :)

***

Taehyung zamknął wszystkie swoje koty (razem z kuwetami i miskami, oczywiście) w jednym pokoju, żeby Jungkook nie pomyślał, że ma charakter starej kociary. Odkurzył całe mieszkanie, włącznie z meblami oraz ubraniami, które miał na sobie. Już jeden kot sypie się wystarczająco, żeby doprowadzić do szału kogoś z obsesją na punkcie czystości, a co dopiero pięć.

Ustawił na stoliku dwie ozdobne filiżanki, małe talerzyki w różyczki, zdobione, srebrne widelczyki i jeden większy talerz, na którym ułożył kawałki ciasta, pokrojonego w idealne sześciany. Pochował wszystkie zabawki i ozdoby, które Jungkook mógłby uznać za dziecinne, podlał każde ze swoich kaktusowatych dzieci, poprawił krzywo stojący wazon i usiadł na kanapie, rozglądając się po pokoju. 

Jungkook przyszedł spóźniony o całe trzy minuty, ale Taehyung zdążył napisać do niego z dziesięć razy, pytając czy wszytko w porządku, czy się nie odraził i czy nie umarł. Miał na sobie o dwa rozmiary za dużą, czarną koszulkę, spodnie w jeszcze czarniejszym odcieniu czerni i czarne Vansy na koturnie, wysadzane takimi samymi szpikulcami, jak skórzana bransoletka na jego lewym nadgarstku.

- Tak było ci lepiej - powiedział Taehyung, dzieląc grzywkę młodszego do na dwie części. 

- A tobie tak - odparł Jungkook, ustami przyciskając włosy starszego do jego czoła.

Serce Taehyunga na chwilę przyśpieszyło rytmu, a jego policzki zaróżowiły się. Nie mógł uwierzyć, że trafił mu się ktoś taki jak Jungkook, który oprócz bycia niezmiernie miłym i kochanym, pomaga Taehyungowi w utrzymaniu siebie i kotów. I to zupełnie bezinteresownie! No, prawie.

- Chodź, bo kawa nam wystygnie - Taehyung pociągnął Jungkooka w stronę salonu, potykając się po drodze o próg, którego przez ostatnie dwa lata nie zdążył zauważyć.

Na szczęście Jungkook złapał go w ostatniej chwili i ocalił przed spotkaniem z podłogą. 

- Uważaj - zaśmiał się, sprawdzając czy z gospodarzem wszystko w porządku.

Usiedli na przeciwko siebie i Taehyung drżącymi dłońmi rozlał kawę do filiżanek, uważając, żeby nie zachlapać przy okazji obrusa. Uśmiechnął się do gościa, podsuwając mu napój pod nos. Jungkook posłodził swoją kawę aż czterema łyżeczkami cukru, potem wziął łyka, skrzywił się i dosypał jeszcze dwie. 

- Nie lubisz kawy? - zapytał Taehyung, który swojej nie słodził w ogóle.

- Tak średnio.
 
- Mogłeś mi powiedzieć, zrobiłbym ci herbatę.

- Herbaty też nie lubię - wzruszył ramionami Jungkook. 

Rozmowa jakoś się ciągnęła, a atmosfera stawała się coraz luźniejsza. Taehyung wylewał przed Jungkookiem całego siebie. Mówił o swoich problemach, o hobby, o tym, jak bardzo nie lubi pisania w zeszytach w linie i o tym, jak bardzo boi się pszczół, os i tych much, przebierających się za osy.
Jungkook natomiast unikał mówienia o sobie jak tylko mógł. Zamiast swoich historii, opowiadał historie swoich znajomych. Na każde pytanie odpowiadał niejednoznacznie. Nie miał ulubionego koloru, ani ulubionej potrawy. Nie miał konkretnego zdania na żaden temat, ale Taehyung nie rezygnował i tak kierował rozmową, żeby coś w końcu z chłopaka wydusić.

- A rodzeństwo masz? - spytał, biorąc ostatniego łyka kawy.

- Mam. 

- Starsze? Młodsze?

-Oba.

Taehyung pokiwał głową, trzymając filiżankę tak, jak prawdziwa dama, z małym paluszkiem odgiętym do tyłu. 

- A młodsze, to takie mini-mini czy...?

- Brat, osiem lat.

- Zrymowało się! - podekscytował się Taehyung, a Jungkook uznał to za wyjątkowo urocze. - Lubisz się z nim bawić?

- Czasem. 

- A ze mną też się pobawisz? - uśmiechnął się niewinnie, ale młodszy chyba odebrał to trochę inaczej.

- Chętnie.

- To tylko skoczę się przebrać - powiedział Tae i pobiegł do sypialni. 

Jungkook skorzystał z okazji i wylał ledwo tkniętą kawę do zlewu. Potem rozejrzał się po salonie. Przeszedł obok półki, którą zajmowały praktycznie same zdjęcia. Mały Taehyung, Taehyung z jakąś dziewczyną, Taehyung z jakimś chłopakiem, Taehyung zajadający się tortem, Taehyung w zoo, roześmiany Taehyung, dumny z siebie Taehyung. Wszystkie te zdjęcia miały w sobie coś, co roztapiało serce chłopaka. No, oprócz jednego, na którym oprócz Taehyunga, była widoczna jeszcze jedna postać, wyglądającą na zmęczoną, albo znudzoną. Byli na rollercoasterze, ręce Taehyunga fruwały w powietrzu, próbując złapać wiatr. Różowa czupryna chłopaka, siedzącego obok rozwiana była we wszystkie strony, a słońce odbijało się od jego bladej skóry, tak, że teraz zdawała się być całkiem biała.

Brunet zacisnął zęby, przyglądając się zdjęciu. 

- Możesz już przyjść - krzyknął Taehyung z pokoju obok, a Jungkook westchnął z ulgą, przypominając sobie, że nie jest już sam. 

Na wszelki wypadek i tak zapukał, zanim wszedł do pokoju, w którym czekał na niego, siedzący po turecku Taehyung. Biała piżamowa koszulka zwisała mu z jednego ramienia, dosłownie zwisała. Jego włosy były w jeszcze większym nieładzie, niż przedtem, a jego uda były zasłonięte tylko do połowy. Oprócz tego, że założył wyjątkowo krótkie, ciemnoróżowe spodenki, to siedział tak, że ich materiał nie był w stanie spełnić swojego zadania. 

- W-wow - wymamrotał Jungkook, nie mogąc oderwać wzroku od rozwalonego na łóżku chłopaka. Albo Taehyung dokładnie wiedział, ze co Jungkook mu płaci, albo wręcz przeciwnie, nie miał pojęcia co robi. 

- To możemy już się bawić, tak mi jest wygodniej - rzucił Tae, kładąc się na brzuchu. 

- W co będziemy się bawić? 

Taehyung uniósł głowę, patrząc Jungkookowi prosto w oczy, a potem wyciągnął spod łóżka wielką makietę miasteczka. Jungkook nie mógł być bardziej zawiedziony i rozbawiony jednocześnie.

- Sam to budowałeś? - zapytał, siadając na skraju łóżka.

- Tylko tory składałem sam, a domki załatwił mi Yoongi. 

Yoongi.

- To jak mamy się tym bawić?

- Puszczamy ciuchcię i patrzymy jak jeździ. 

- Brzmi świetnie - powiedział obojętnie Jungkook, kładąc się na łóżku obok Taehyunga. 

Blondyn uruchomił dwie kolejki i puścił je na dwóch różnych trasach, żeby się nie zderzały, a potem oparł się brodą o krawędź łóżka i przyglądał makiecie. Jungkook wytrzymał całe cztery okrążenia, dopóki nie przeniósł swojej uwagi z powrotem na chłopaka. 

Biała koszulka teraz zamiast ciała Taehyunga, zakrywała jego pościel. Jungkook patrzył pod takim kątem, że mógł zobaczyć i materiał koszulki, opadający na łóżko, i nagą klatkę piersiową starszego. 

- Żartujesz sobie ze mnie?! - rzucił ostro, przewracając Taehyunga na plecy. 

- Ale że co?

- Że to - powiedział Jungkook, pociągając za kołnierzyk koszulki chłopaka. 

- Tak mi jest wygodnie, przepraszam... - wymamrotał Tae, podciągając koszulką, tak, że teraz zakrywała jego szyję, ale odkrywała podbrzusze.

Jungkook bez ostrzeżenia podwinął jego koszulkę, zarzucając ją Taehyungowi na twarz i zaczął powoli całować każdy milimetr kwadratowy jego skóry.

- Co ty robisz? - zapytał starszy, nie odważając się odsłonić swojej twarzy. Jungkook mógłby wtedy zobaczyć jak bardzo jest czerwony. 

- Bawię się z tobą - wymruczał Jungkook, podsuwając się wyżej, do szyi. - Tak, jak tego chciałeś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz