sobota, 4 lutego 2017

pub

Następnego dnia Taehyung nie mógł doczekać się powrotu do domu. Chciał jak najszybciej pochwalić się swojemu internetowemu znajomemu, czego się nauczył. Nie zaczekał nawet na Jimina, tylko wyskoczył z kawiarni jak poparzony, wyprzedzając w drzwiach ostatniego klienta. 

Po krótkim, ale męczącym marszu, wpadł do domu, zrzucił buty i pobiegł nakarmić wszystkie swoje jęczące z głodu koty. Pogłaskał każdego, a jeden, ten, który pierwszy dorwał się do swojej miski, nawet wczołgał mu się na kolana i zaczął mruczeć. Taehyung nie mógł się powstrzymać i również zamruczał, przytykając zimny nosek pupila do swoich ust. 

Otworzył laptopa i ułożył się wygodnie na łóżku, trzymając go na kolanach. Przeczytał niedawno, że przez takie grzanie się, kiedyś można nie móc mieć dzieci. Znaczy, być bezpłodnym, mówiąc prościej, ale przecież on i tak nie planował robić żadnej dziewczynie dziecka w najbliższym czasie, więc było mu to obojętne. 

Odszukał w zakładkach odpowiednią stronę i jego oczy zalśniły na widok nowego zdjęcia, które dodał Juancock. Poprzednie też było całkiem niezłe, ale to było wręcz idealne. Taehyung spędził całe dwie minuty, przyglądając się młodemu mężczyźnie w białej eleganckiej koszuli i kolorowej muszce, dodającej mu uroku.

→ daddy 

Juancock: awh, bby

→ ((:

Juancock: to ile chcesz?

→ zapłacisz mi tylko za to? za jedno słowo? 

Juancock: to dopiero pierwsza lekcja, nie mogę być bardziej wymagający

→ to mam podać numer konta czy coś?

Juancock: nie ufam bankom

Juancock: spotkajmy się :)

Taehyung nie był pewny czy chce spotykać się z jakimś gościem z Internetu, którego praktycznie nie znał. Po drugiej stronie ekranu mógł przecież siedzieć jakiś morderca, gwałciciel, albo inny kryminalista.

→ gdzie i kiedy?

No i szlag by to. Naprawdę, jego palce same wystukały te słowa, a Taehyung nie mógł zrobić nic innego, jak nacisnąć enter. 

Juancock: dzisiaj, ten nowy pub przy parku

Juancock: będę czekał przy wejściu 

Blondyn nigdy nie interesował się piciem, imprezami, ani pubami, dlatego zanim zgodził się na spotkanie, musiał szybko wyguglować gdzie dokładnie jest ten pub, o którym mówił Juancock.

Szybko zatrzasnął laptopa, śmiejąc się pod nosem z siebie samego. Przewrócił się na brzuch i zatopił twarz w poduszce. Tak naprawdę, wcale nie szukał pieniędzy za wszelką cenę, ale fakt, że one same przyszły do niego i to z takim miłym chłopakiem w gratisie, wcale mu nie przeszkadzał. Uśmiechnął się, przygarniając do siebie jednego z kotów i ściskając go mocno całym swoim ciałem. 

Spojrzał na budzik, stojący na szafce nocnej i momentalnie zerwał się na równe nogi. Całkiem zapomniał, że był już po pracy, i że wieczór zbliżał się nieubłaganie szybko. Czuł się tak, jakby dzisiejszy dzień dopiero się zaczynał, co było całkiem dobre, bo zazwyczaj wracał do domu padnięty.

Pierwszy raz od kilku miesięcy wciągnął na siebie ładniejsze ubrania. Nie od razu jakieś marynarki, ale zwykłą koszulę niewymagającą prasowania. Do pracy praktycznie chodził w piżamie, w obwisłych, podartych koszulkach, które jakimś cudem wyglądały na nim całkiem przyzwoicie. 

Jakby nie patrzyć, szedł do pubu w sprawach biznesowych, więc tuż przed wyjściem z domu wylał na siebie z pół buteleczki tanich perfum, rozczesał grzywkę, nie marnując już czasu na resztę włosów, i na końcu pogłaskał swoje koty. To ostanie nie było zbyt mądrym pomysłem, zważywszy na fakt, że miał na sobie czarne spodnie, na których teraz było tyle sierści, że można by ulepić z niej kolejne zwierzątko.

Nie chcąc zgubić się po drodze, wskoczył do taksówki, z której właśnie wysiadała jego sąsiadka. Kiedy podawał nazwę knajpy, kierowca uśmiechnął się do niego w lusterku, a Taehyung radośnie odwzajemnił ten gest, szczerząc się trochę bardziej, niż powinien. 

Trasa nie była zbyt długa, ale Taehyung zdążył dowiedzieć się prawie wszystkiego, co związane z życiem seksualnym swojego kierowcy. Zaczęło się dosyć niewinnie, ale zaraz potem Taehyung zauważył w co się wpakował i głupio mu było wrócić do zwykłej rozmowy, na przykład o pogodzie, czy o piłce nożnej (na której w sumie i tak się nie znał), więc siedział skulony na tyłach taksówki, przytakując co kilka sekund. 

Zapłacił za kurs (połowę ceny, bo spodobał się kierowcy), wysiadł z samochodu i nieśmiało podszedł do drzwi, otoczonych niebieskimi ledami. Splótł ręce za plecami, rozglądając się na prawo i lewo. Dopiero teraz zaczął żałować, że nie wymienił się z Juancockiem numerami telefonów. 

Kilka mężczyzn, wchodzących do środka, zagwizdało na jego widok. Inni tylko się uśmiechali lub posyłali oczka, co i tak było dla Taehyunga niekomfortowe. Oparł się plecami o ścianę budynku, zaczynając się powoli denerwować. Czy chłopak w ogóle przyjdzie? Czy nie okaże się starym dziadkiem? Czy będzie chciał go zabić? 

- Tae? - zapytał młody mężczyzna, ubrany w czarną, lśniącą koszulę i czerwoną czapkę beanie. Wyglądał raczej na ucznia, który postanowił zabawić się po lekcjach, niż na biznesmena czy innego bogacza. 

Taehyung pokiwał lekko głową, starając się nie nawiązać kontaktu wzrokowego. 

- Taehyung. 

- Jungkook - uśmiechnął się chłopak, ściskając dłoń Taehyunga, chociaż ten wcale o to nie prosił. - Wejdziemy? - zaproponował, delikatnie popychając starszego w kierunku wejścia. 

Przecisnęli się przez grupkę ludzi, zebraną przy samym wejściu i Jungkook od razu pociągnął blondyna do barku. Zamówił im obu po drinku, mimo że znowu, Taehyung wcale o to nie prosił.

Taehyung, chociaż był starszy, czuł, że to Jungkook ma nad nim kontrolę, a nie odwrotnie. Bez narzekania wlał w siebie cały alkohol, który nawet mu nie smakował. Chciał już stąd wyjść. Wziąć pieniądze i wyjść. Zamknąć się w swoim mieszkaniu, wsunąć pod kołdrę, może włączyć jakiś film i zasnąć. Nie, że mu się nie podobało, po prostu nie był przyzwyczajony ani do picia, ani do głośniej muzyki, ani do przebywania w tak zatłoczonych miejscach. 

- Nie zrobię ci krzywdy - zaśmiał się brunet, widząc jak bardzo spięty jest Taehyung. - Spokojnie.
Taehyung pokiwał głową, obracając w palcach pusty kieliszek. Prawie go upuścił, kiedy Jungkook bez ostrzeżenia pociągnął go za rękę na parkiet. 

- Zapłacę dwa razy więcej, jeśli ze mną zatańczysz - powiedział, kierując się w stronę rogu sali, gdzie tańczyła tylko jedna parka. 

Odwrócił Taehyunga przodem do siebie i przyciągnął go bliżej, trzymając ręce na jego biodrach. Uśmiechnął się znowu, próbując trochę uspokoić chłopaka, który był o krok od omdlenia. Z mola książkowego i kociarza do króla parkietu w mniej niż godzinę? Raczej tego nie widział. 

Jungkook prowadził, delikatnie poruszając ciałem starszego, który powoli odblokowywał się ze stanu kołka. Pokazywał mu proste ruchy, które Taehyung chętnie powtarzał, aż do chwili, kiedy Jungkook postanowił odwrócić go tyłem do siebie. 

Taehyung wychylił się do tyłu, czekając na jakąś podpowiedź. Jungkook ponownie złapał chłopaka w pasie i zaczął zmuszać go do ocierania się o niego. Pchał jego biodra w dół, ustawiając dłonie tak, że Taehyung musiał się podporządkowywać, żeby nie złamano mu żadnej kości. Nie przeszkadzało mu to jednak, właściwie, to nawet całkiem mu się podobało i po chwili sam z siebie zaczął zniżać się i podnosić, uważając, żeby głową nie uderzyć Jungkooka w brodę. 

- Płacę potrójnie - wymamrotał młodszy, wsuwając kilka banknotów do kieszeni spodni Taehyunga, za co on podziękował przyśpieszeniem tempa, tak, że nie pasowało już ono do tempa muzyki.

Jungkook zamruczał cicho, a Taehyung poczuł się tak, jakby właśnie osiągnął największy sukces w swoim życiu, bo mruczenie równa się zadowolenie, a Taehyung uwielbiał, kiedy jego klienci byli zadowoleni z obsługi. Wiedział wtedy, że kawa nie była zbyt słaba, zbyt słodka, ani zbyt gorąca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz