Następnego dnia Taehyung
nie mógł doczekać się powrotu do domu. Chciał jak najszybciej pochwalić
się swojemu internetowemu znajomemu, czego się nauczył. Nie zaczekał
nawet na Jimina, tylko wyskoczył z kawiarni jak poparzony, wyprzedzając w
drzwiach ostatniego klienta.
Po krótkim, ale męczącym
marszu, wpadł do domu, zrzucił buty i pobiegł nakarmić wszystkie swoje
jęczące z głodu koty. Pogłaskał każdego, a jeden, ten, który pierwszy
dorwał się do swojej miski, nawet wczołgał mu się na kolana i zaczął
mruczeć. Taehyung nie mógł się powstrzymać i również zamruczał,
przytykając zimny nosek pupila do swoich ust.
Otworzył laptopa i
ułożył się wygodnie na łóżku, trzymając go na kolanach. Przeczytał
niedawno, że przez takie grzanie się, kiedyś można nie móc mieć dzieci.
Znaczy, być bezpłodnym, mówiąc prościej, ale przecież on i tak nie
planował robić żadnej dziewczynie dziecka w najbliższym czasie, więc
było mu to obojętne.
Odszukał w zakładkach
odpowiednią stronę i jego oczy zalśniły na widok nowego zdjęcia, które
dodał Juancock. Poprzednie też było całkiem niezłe, ale to było wręcz
idealne. Taehyung spędził całe dwie minuty, przyglądając się młodemu
mężczyźnie w białej eleganckiej koszuli i kolorowej muszce, dodającej mu
uroku.
→ daddy
Juancock: awh, bby
→ ((:
Juancock: to ile chcesz?
→ zapłacisz mi tylko za to? za jedno słowo?
Juancock: to dopiero pierwsza lekcja, nie mogę być bardziej wymagający
→ to mam podać numer konta czy coś?
Juancock: nie ufam bankom
Juancock: spotkajmy się :)
Taehyung nie był pewny
czy chce spotykać się z jakimś gościem z Internetu, którego praktycznie
nie znał. Po drugiej stronie ekranu mógł przecież siedzieć jakiś
morderca, gwałciciel, albo inny kryminalista.
→ gdzie i kiedy?
No i szlag by to. Naprawdę, jego palce same wystukały te słowa, a Taehyung nie mógł zrobić nic innego, jak nacisnąć enter.
Juancock: dzisiaj, ten nowy pub przy parku
Juancock: będę czekał przy wejściu
Blondyn nigdy nie
interesował się piciem, imprezami, ani pubami, dlatego zanim zgodził się
na spotkanie, musiał szybko wyguglować gdzie dokładnie jest ten pub, o
którym mówił Juancock.
Szybko zatrzasnął
laptopa, śmiejąc się pod nosem z siebie samego. Przewrócił się na brzuch
i zatopił twarz w poduszce. Tak naprawdę, wcale nie szukał pieniędzy za
wszelką cenę, ale fakt, że one same przyszły do niego i to z takim
miłym chłopakiem w gratisie, wcale mu nie przeszkadzał. Uśmiechnął się,
przygarniając do siebie jednego z kotów i ściskając go mocno całym swoim
ciałem.
Spojrzał na budzik,
stojący na szafce nocnej i momentalnie zerwał się na równe nogi. Całkiem
zapomniał, że był już po pracy, i że wieczór zbliżał się nieubłaganie
szybko. Czuł się tak, jakby dzisiejszy dzień dopiero się zaczynał, co
było całkiem dobre, bo zazwyczaj wracał do domu padnięty.
Pierwszy raz od kilku
miesięcy wciągnął na siebie ładniejsze ubrania. Nie od razu jakieś
marynarki, ale zwykłą koszulę niewymagającą prasowania. Do pracy
praktycznie chodził w piżamie, w obwisłych, podartych koszulkach, które
jakimś cudem wyglądały na nim całkiem przyzwoicie.
Jakby nie patrzyć, szedł
do pubu w sprawach biznesowych, więc tuż przed wyjściem z domu wylał na
siebie z pół buteleczki tanich perfum, rozczesał grzywkę, nie marnując
już czasu na resztę włosów, i na końcu pogłaskał swoje koty. To ostanie
nie było zbyt mądrym pomysłem, zważywszy na fakt, że miał na sobie
czarne spodnie, na których teraz było tyle sierści, że można by ulepić z
niej kolejne zwierzątko.
Nie chcąc zgubić się po
drodze, wskoczył do taksówki, z której właśnie wysiadała jego sąsiadka.
Kiedy podawał nazwę knajpy, kierowca uśmiechnął się do niego w lusterku,
a Taehyung radośnie odwzajemnił ten gest, szczerząc się trochę
bardziej, niż powinien.
Trasa nie była zbyt
długa, ale Taehyung zdążył dowiedzieć się prawie wszystkiego, co
związane z życiem seksualnym swojego kierowcy. Zaczęło się dosyć
niewinnie, ale zaraz potem Taehyung zauważył w co się wpakował i głupio
mu było wrócić do zwykłej rozmowy, na przykład o pogodzie, czy o piłce
nożnej (na której w sumie i tak się nie znał), więc siedział skulony na
tyłach taksówki, przytakując co kilka sekund.
Zapłacił za kurs (połowę
ceny, bo spodobał się kierowcy), wysiadł z samochodu i nieśmiało
podszedł do drzwi, otoczonych niebieskimi ledami. Splótł ręce za
plecami, rozglądając się na prawo i lewo. Dopiero teraz zaczął żałować,
że nie wymienił się z Juancockiem numerami telefonów.
Kilka mężczyzn,
wchodzących do środka, zagwizdało na jego widok. Inni tylko się
uśmiechali lub posyłali oczka, co i tak było dla Taehyunga
niekomfortowe. Oparł się plecami o ścianę budynku, zaczynając się powoli
denerwować. Czy chłopak w ogóle przyjdzie? Czy nie okaże się starym
dziadkiem? Czy będzie chciał go zabić?
- Tae? - zapytał młody
mężczyzna, ubrany w czarną, lśniącą koszulę i czerwoną czapkę beanie.
Wyglądał raczej na ucznia, który postanowił zabawić się po lekcjach, niż
na biznesmena czy innego bogacza.
Taehyung pokiwał lekko głową, starając się nie nawiązać kontaktu wzrokowego.
- Taehyung.
- Jungkook - uśmiechnął
się chłopak, ściskając dłoń Taehyunga, chociaż ten wcale o to nie
prosił. - Wejdziemy? - zaproponował, delikatnie popychając starszego w
kierunku wejścia.
Przecisnęli się przez
grupkę ludzi, zebraną przy samym wejściu i Jungkook od razu pociągnął
blondyna do barku. Zamówił im obu po drinku, mimo że znowu, Taehyung
wcale o to nie prosił.
Taehyung, chociaż był
starszy, czuł, że to Jungkook ma nad nim kontrolę, a nie odwrotnie. Bez
narzekania wlał w siebie cały alkohol, który nawet mu nie smakował.
Chciał już stąd wyjść. Wziąć pieniądze i wyjść. Zamknąć się w swoim
mieszkaniu, wsunąć pod kołdrę, może włączyć jakiś film i zasnąć. Nie, że
mu się nie podobało, po prostu nie był przyzwyczajony ani do picia, ani
do głośniej muzyki, ani do przebywania w tak zatłoczonych miejscach.
- Nie zrobię ci krzywdy - zaśmiał się brunet, widząc jak bardzo spięty jest Taehyung. - Spokojnie.
Taehyung pokiwał głową,
obracając w palcach pusty kieliszek. Prawie go upuścił, kiedy Jungkook
bez ostrzeżenia pociągnął go za rękę na parkiet.
- Zapłacę dwa razy
więcej, jeśli ze mną zatańczysz - powiedział, kierując się w stronę rogu
sali, gdzie tańczyła tylko jedna parka.
Odwrócił Taehyunga
przodem do siebie i przyciągnął go bliżej, trzymając ręce na jego
biodrach. Uśmiechnął się znowu, próbując trochę uspokoić chłopaka, który
był o krok od omdlenia. Z mola książkowego i kociarza do króla parkietu
w mniej niż godzinę? Raczej tego nie widział.
Jungkook prowadził,
delikatnie poruszając ciałem starszego, który powoli odblokowywał się ze
stanu kołka. Pokazywał mu proste ruchy, które Taehyung chętnie
powtarzał, aż do chwili, kiedy Jungkook postanowił odwrócić go tyłem do
siebie.
Taehyung wychylił się do
tyłu, czekając na jakąś podpowiedź. Jungkook ponownie złapał chłopaka w
pasie i zaczął zmuszać go do ocierania się o niego. Pchał jego biodra w
dół, ustawiając dłonie tak, że Taehyung musiał się podporządkowywać,
żeby nie złamano mu żadnej kości. Nie przeszkadzało mu to jednak,
właściwie, to nawet całkiem mu się podobało i po chwili sam z siebie
zaczął zniżać się i podnosić, uważając, żeby głową nie uderzyć Jungkooka
w brodę.
- Płacę potrójnie -
wymamrotał młodszy, wsuwając kilka banknotów do kieszeni spodni
Taehyunga, za co on podziękował przyśpieszeniem tempa, tak, że nie
pasowało już ono do tempa muzyki.
Jungkook zamruczał
cicho, a Taehyung poczuł się tak, jakby właśnie osiągnął największy
sukces w swoim życiu, bo mruczenie równa się zadowolenie, a Taehyung
uwielbiał, kiedy jego klienci byli zadowoleni z obsługi. Wiedział wtedy,
że kawa nie była zbyt słaba, zbyt słodka, ani zbyt gorąca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz