Jedna kawa, druga,
trzecia, dwusetna. Taehyung nie mógł marzyć o lepszej pracy. Wdychanie
tego zapachu, słuchanie spokojnych melodii, lecących w radiu, czy nawet
oglądanie tych wszystkich ludzi, siedzących przy stolikach, uspakajało
go. Spotykał tu wszystkich. Zakochanych, złamane serca, tych, co właśnie
dostali awans i tych, których właśnie wyrzucono z pracy. Młodzież,
dorosłych, dzieci z matkami i emerytów. Fascynowali go. Lubił zaczynać
rozmowy. Lubił wiedzieć, jak minął im dzień, gdzie idą, jaki lubią kolor
i nie przeszkadzało mu w ogóle, że większość związków, które próbował
rozpocząć, była jednostronna.
Nie przeszkadzało mu też
niewielkie wynagrodzenie. Chętnie przychodził do pracy i to było dla
niego najważniejsze. Miał dach nad głową, lodówkę, a nawet trochę
jedzenia w tej lodówce, więc żadne zmiany nie były konieczne. No, do
niedawna.
- Latte i dwie zwykłe - rzucił rudowłosy, już wołając do kasy następnych klientów.
Taehyung zajął się
zamówieniem, w między czasie kończąc parzenie espresso dla własnego
klienta. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo zabiegany, może dlatego, że
zbliżał się weekend i całe tabuny ludzi właśnie pokończyło pracę czy
szkołę.
- Jedna czekolada - krzyknął Jimin, wymijając Taehyunga, który musiał zasłonić sobie uszy, żeby nie ogłuchnąć.
We dwójkę uwijali się za
ladą całkiem sprawnie. Od maszyny do maszyny, po cukier, po śmietankę,
znowu po cukier. Nauczyli się ze sobą współpracować i często jeden
przejmował zamówienia drugiego nawet bez wyraźnej prośby.
Piętnasta - kawa, kawa,
kawa. Szesnasta - kawa, ciasto, kawa. Siedemnasta - lody, kawa, kawa.
Osiemnasta - deser, ciasto, kawa. Dziewiętnasta - lody, ciasto, deser.
Dwudziesta - światła pogaszone.
Chłopcy złożyli starannie swoje czarne fartuszki, opuścili rękawy swoich koszul i zamknęli kawiarnię na klucz.
- Mam nowego kota! - pochwalił się Taehyung, kiedy tylko odsunęli się na krok od miejsca pracy.
- Kolejnego? -
przewrócił oczami Jimin. Tak naprawdę nie miał za bardzo ochoty
słuchania o kotach Taehyunga, ale chyba nie miał wyjścia. - Przecież
masz już chyba ze trzy.
- Miałem cztery, ten
jest piąty - poprawił podekscytowany blondyn. - Musiałem go przygarnąć,
był taki śliczny i jeszcze łasił się do mnie. Musiałbym nie mieć serca,
żeby go zostawić na dworze całkiem samego.
- Wydajesz na nie połowę
swojej pensji, Taehyung, ogarnij się - burknął Jimin, zatrzymując się,
by mocniej zawiązać sznurówkę w prawym bucie.
- No właśnie o to
chodzi... nie mógłbyś mi tak załatwić jakiejś podwyżki? - wyszczerzył
się Tae. - Ten twój Yoongi i tak śpi na dolarach, więc co mu zależy?
- Ciesz się, że w ogóle załatwiłem ci tą pracę - odpowiedział chłodno rudzielec, podciągając się do góry.
- To załatw mi takiego Yoongiego.
Jimin zawahał się przez
chwilę, a potem wyciągnął małą karteczkę z tylnej kieszeni spodni i
podał ją młodszemu. Na prostokątnym kartoniku oprócz danych restauracji,
w której jeszcze niedawno pracował Jimin, widniał adres jakiejś strony
internetowej. Taehyung musiał wytężać wzrok, żeby cokolwiek przeczytać.
Ta karteczka musiała przeżyć co najmniej z osiem prań, że wyglądała, jak
wyglądała. Trochę podarta na rogach, wymiętolona i zbielała przy
krawędziach.
- Tylko uważaj, żeby nie trafić na jakiegoś wariata, okay?
- Ale co ja mam z tym zrobić? - zapytał Tae, przewracając karteczkę w palcach.
- Wejdziesz na tą
stronę, wybierzesz sobie kogoś i postarasz się, żeby cię polubił -
wytłumaczył Jimin, uśmiechając się na wspomnienie o nim i o Yoongim,
którzy właśnie tak się poznali.
- Czyli będę musiał tylko z nim rozmawiać?
- Mniej więcej.
- Jesteś najlepszy! -
Taehyung rzucił się starszemu na szyję, prawie spychając go z chodnika
na ulicę. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
***
Taehyung wyszedł z
łazienki, wypuszczając gorącą parę na całe mieszkanie. Nie miał na sobie
nawet ręcznika, bo przecież swoich kotów nie miał powodu się wstydzić.
Paradował więc nago po salonie, czekając aż jego plecy same wyschną.
Dorzucił po garści kocich chrupek do każdej z pięciu misek, stojących w
rzędzie pod lodówką, przejechał palcami po grzbiecie swojego ulubieńca -
białego, puchatego kota o ciemnych, niebieskich oczach. Nie był to
rasowiec, ale Taehyung był pewien, że nie był to też zwykły dachowiec.
Był zbyt śliczny, jak na dachowca, a jego sierść była zbyt miękka.
- Kocham was - powiedział, zachwycając się swoimi pupilami i poszedł się w końcu ubrać.
Wsunął na siebie
pierwsze lepsze bokserki, skarpetki nie do pary i bordowy szlafrok do
kolan, i wtedy przypomniał sobie o karteczce, którą dostał od Jimina.
Pobiegł do łazienki, wyciągnął swoje ciemne jeansy z kosza na pranie i
zaczął przeglądać kieszenie. Oprócz kartoniku z adresem strony, znalazł
też trochę drobniaków, papierek po gumie balonowej i słuchawki. Boże,
słuchawki! To byłyby już drugie zatopione słuchawki w tym miesiącu.
Chwała Jiminowi!
Rozłożył się wygodnie na
łóżku, kładąc na kolana jeszcze zimnego laptopa. Na łydkach położył
sobie kota o rudawym kolorze sierści, żeby grzał mu nogi, a na plecy
zarzucił koc, bo sam szlafrok nie wystarczał.
Szybko wklepał do
wyszukiwarki adres z karteczki i otworzył pierwszą stronę, którą
proponowało Google. (Tak, Taehyung znał się na Internecie tak samo, jak
jego babcia.) Pierwsze co zobaczył, to dwa białe napisy "sugar daddy" i
"sugar baby", umieszczone obok siebie. Jako że nie był jeszcze ojcem
("koty to nie dzieci" - Park Jimin), kliknął w tą drugą opcję.
Całą stronę zalały nagle
profile różnych mężczyzn w różnym wieku. To z którymś z nich Taehyung
miał się zaprzyjaźnić. Jednooki kot dołączył do swojego brata, kładąc
się na stopach chłopaka, który tylko na moment podniósł wzrok z
komputera.
Taehyung nie był aż tak
zdesperowany, by zaprzyjaźniać się z jakimś starym dziadkiem, więc od
razu wyeliminował potencjalnych kandydatów do tych w jego wieku. Ich
ilość zmniejszyła się drastycznie. Potem Taehyung dodał lokalizację,
która go interesuje, czyli Chicago. Zostało mu dwóch mężczyzn do wyboru -
Juancock, lat 22 i BedMonster, lat 25. Uśmiechnął się, widząc, że
profil Yoongiego, aka Sugi, przestał już istnieć.
Dokładnie przyjrzał się
obu mężczyznom. Przestudiował ich profile, obejrzał zdjęcia, tak dla
pewności, żeby potem nie żałował. Bo wybór był oczywisty od początku,
Juancock. Po pierwsze, miał fajny nick, lepszy niż jakiś Monster, po
drugie, był młodszy, więc Taehyungowi mniej by się go wstydził, a po
trzecie, blondynowi spodobała się jego grzywka, podzielona na dwie
części i zaczesana na boki.
Żeby napisać do tego
całego Jungkooka, Taehyung musiał najpiew założyć konto. Na początku nie
był pewny, czy chce to zrobić, ale kiedy przy profilu Jeona pokazał się
niewielki napis "aktywny", Taehyung uznał, że nie ma już wyjścia.
Najwyżej jego skrzynka mailowa znowu będzie tonąć w niepotrzebnych
wiadomościach. To właśnie najbardziej odpychało chłopaka od zakładania
jakichkolwiek kont, te niekończące się maile, oferujące mu różne śmieci.
Wziął głęboki oddech, pogłaskał kota, leżącego najbliżej jego dłoni i napisał:
→ hej :)
Juancock: hej, bby
→ bby?
Juancock: ładne brzmi
→ um, no tak, chyba tak
→ czym się interesujesz?
Juancock: teraz tobą ;)
→ uh, to miło
Juancock: zgubiłeś się w internecie, co?
→ nie, nie
→ chyba nie
Juancock: szukasz pieniędzy?
→ tak jakby, ale nie musimy o nich rozmawiać
Juancock: jasne, chociaż wolałbym wiedzieć ile konkretnie ode mnie oczekujesz
Tae: mam zrobić cennik?
Jungcock: ech
Jungcock: nieważne
Juancock: dam ci tyle, ile będziesz chciał, ale musisz przychodzić na moje lekcje
→ lekcje?
Juancock: wiesz kim jestem?
Jungcock: ^to brzmi jakbym chciał cię zastraszyć, wybacz
Jungcock: ale wiesz?
→ nie, ale przecież jeszcze się poznamy
Juancock: na pewno
Juancock: ale najpierw zadanie domowe - dowiedz się kim jest sugar daddy
Juancock: i wtedy wróć do mnie, jeśli nadal będziesz chciał tych pieniędzy
Nieco zdezorientowany
zatrzasnął klapkę laptopa, zostawiając go w stanie uśpienia. Odłożył
sprzęt na bok i opadł na plecy, szczerząc się jak głupi do sera. Lubił
poznawać ludzi i lubił być chwalony, więc układ, który miał zawrzeć z
mężczyzną z Internetu, był wręcz idealny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz