sobota, 4 lutego 2017

coffee

Jedna kawa, druga, trzecia, dwusetna. Taehyung nie mógł marzyć o lepszej pracy. Wdychanie tego zapachu, słuchanie spokojnych melodii, lecących w radiu, czy nawet oglądanie tych wszystkich ludzi, siedzących przy stolikach, uspakajało go. Spotykał tu wszystkich. Zakochanych, złamane serca, tych, co właśnie dostali awans i tych, których właśnie wyrzucono z pracy. Młodzież, dorosłych, dzieci z matkami i emerytów. Fascynowali go. Lubił zaczynać rozmowy. Lubił wiedzieć, jak minął im dzień, gdzie idą, jaki lubią kolor i nie przeszkadzało mu w ogóle, że większość związków, które próbował rozpocząć, była jednostronna. 

Nie przeszkadzało mu też niewielkie wynagrodzenie. Chętnie przychodził do pracy i to było dla niego najważniejsze. Miał dach nad głową, lodówkę, a nawet trochę jedzenia w tej lodówce, więc żadne zmiany nie były konieczne. No, do niedawna. 

- Latte i dwie zwykłe - rzucił rudowłosy, już wołając do kasy następnych klientów. 

Taehyung zajął się zamówieniem, w między czasie kończąc parzenie espresso dla własnego klienta. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo zabiegany, może dlatego, że zbliżał się weekend i całe tabuny ludzi właśnie pokończyło pracę czy szkołę. 

- Jedna czekolada - krzyknął Jimin, wymijając Taehyunga, który musiał zasłonić sobie uszy, żeby nie ogłuchnąć. 

We dwójkę uwijali się za ladą całkiem sprawnie. Od maszyny do maszyny, po cukier, po śmietankę, znowu po cukier. Nauczyli się ze sobą współpracować i często jeden przejmował zamówienia drugiego nawet bez wyraźnej prośby. 

Piętnasta - kawa, kawa, kawa. Szesnasta - kawa, ciasto, kawa. Siedemnasta - lody, kawa, kawa. Osiemnasta - deser, ciasto, kawa. Dziewiętnasta - lody, ciasto, deser. Dwudziesta - światła pogaszone.
Chłopcy złożyli starannie swoje czarne fartuszki, opuścili rękawy swoich koszul i zamknęli kawiarnię na klucz. 

- Mam nowego kota! - pochwalił się Taehyung, kiedy tylko odsunęli się na krok od miejsca pracy. 

- Kolejnego? - przewrócił oczami Jimin. Tak naprawdę nie miał za bardzo ochoty słuchania o kotach Taehyunga, ale chyba nie miał wyjścia. - Przecież masz już chyba ze trzy. 

- Miałem cztery, ten jest piąty - poprawił podekscytowany blondyn. - Musiałem go przygarnąć, był taki śliczny i jeszcze łasił się do mnie. Musiałbym nie mieć serca, żeby go zostawić na dworze całkiem samego. 

- Wydajesz na nie połowę swojej pensji, Taehyung, ogarnij się - burknął Jimin, zatrzymując się, by mocniej zawiązać sznurówkę w prawym bucie.

- No właśnie o to chodzi... nie mógłbyś mi tak załatwić jakiejś podwyżki? - wyszczerzył się Tae. - Ten twój Yoongi i tak śpi na dolarach, więc co mu zależy? 

- Ciesz się, że w ogóle załatwiłem ci tą pracę - odpowiedział chłodno rudzielec, podciągając się do góry. 

- To załatw mi takiego Yoongiego. 

Jimin zawahał się przez chwilę, a potem wyciągnął małą karteczkę z tylnej kieszeni spodni i podał ją młodszemu. Na prostokątnym kartoniku oprócz danych restauracji, w której jeszcze niedawno pracował Jimin, widniał adres jakiejś strony internetowej. Taehyung musiał wytężać wzrok, żeby cokolwiek przeczytać. Ta karteczka musiała przeżyć co najmniej z osiem prań, że wyglądała, jak wyglądała. Trochę podarta na rogach, wymiętolona i zbielała przy krawędziach. 

- Tylko uważaj, żeby nie trafić na jakiegoś wariata, okay? 

- Ale co ja mam z tym zrobić? - zapytał Tae, przewracając karteczkę w palcach. 

- Wejdziesz na tą stronę, wybierzesz sobie kogoś i postarasz się, żeby cię polubił - wytłumaczył Jimin, uśmiechając się na wspomnienie o nim i o Yoongim, którzy właśnie tak się poznali. 

- Czyli będę musiał tylko z nim rozmawiać?

- Mniej więcej. 

- Jesteś najlepszy! - Taehyung rzucił się starszemu na szyję, prawie spychając go z chodnika na ulicę. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

***

Taehyung wyszedł z łazienki, wypuszczając gorącą parę na całe mieszkanie. Nie miał na sobie nawet ręcznika, bo przecież swoich kotów nie miał powodu się wstydzić. Paradował więc nago po salonie, czekając aż jego plecy same wyschną. Dorzucił po garści kocich chrupek do każdej z pięciu misek, stojących w rzędzie pod lodówką, przejechał palcami po grzbiecie swojego ulubieńca - białego, puchatego kota o ciemnych, niebieskich oczach. Nie był to rasowiec, ale Taehyung był pewien, że nie był to też zwykły dachowiec. Był zbyt śliczny, jak na dachowca, a jego sierść była zbyt miękka. 

- Kocham was - powiedział, zachwycając się swoimi pupilami i poszedł się w końcu ubrać.
Wsunął na siebie pierwsze lepsze bokserki, skarpetki nie do pary i bordowy szlafrok do kolan, i wtedy przypomniał sobie o karteczce, którą dostał od Jimina. Pobiegł do łazienki, wyciągnął swoje ciemne jeansy z kosza na pranie i zaczął przeglądać kieszenie. Oprócz kartoniku z adresem strony, znalazł też trochę drobniaków, papierek po gumie balonowej i słuchawki. Boże, słuchawki! To byłyby już drugie zatopione słuchawki w tym miesiącu. Chwała Jiminowi!

Rozłożył się wygodnie na łóżku, kładąc na kolana jeszcze zimnego laptopa. Na łydkach położył sobie kota o rudawym kolorze sierści, żeby grzał mu nogi, a na plecy zarzucił koc, bo sam szlafrok nie wystarczał. 

Szybko wklepał do wyszukiwarki adres z karteczki i otworzył pierwszą stronę, którą proponowało Google. (Tak, Taehyung znał się na Internecie tak samo, jak jego babcia.) Pierwsze co zobaczył, to dwa białe napisy "sugar daddy" i "sugar baby", umieszczone obok siebie. Jako że nie był jeszcze ojcem ("koty to nie dzieci" - Park Jimin), kliknął w tą drugą opcję. 

Całą stronę zalały nagle profile różnych mężczyzn w różnym wieku. To z którymś z nich Taehyung miał się zaprzyjaźnić. Jednooki kot dołączył do swojego brata, kładąc się na stopach chłopaka, który tylko na moment podniósł wzrok z komputera. 

Taehyung nie był aż tak zdesperowany, by zaprzyjaźniać się z jakimś starym dziadkiem, więc od razu wyeliminował potencjalnych kandydatów do tych w jego wieku. Ich ilość zmniejszyła się drastycznie. Potem Taehyung dodał lokalizację, która go interesuje, czyli Chicago. Zostało mu dwóch mężczyzn do wyboru - Juancock, lat 22 i BedMonster, lat 25. Uśmiechnął się, widząc, że profil Yoongiego, aka Sugi, przestał już istnieć. 

Dokładnie przyjrzał się obu mężczyznom. Przestudiował ich profile, obejrzał zdjęcia, tak dla pewności, żeby potem nie żałował. Bo wybór był oczywisty od początku, Juancock. Po pierwsze, miał fajny nick, lepszy niż jakiś Monster, po drugie, był młodszy, więc Taehyungowi mniej by się go wstydził, a po trzecie, blondynowi spodobała się jego grzywka, podzielona na dwie części i zaczesana na boki.

Żeby napisać do tego całego Jungkooka, Taehyung musiał najpiew założyć konto. Na początku nie był pewny, czy chce to zrobić, ale kiedy przy profilu Jeona pokazał się niewielki napis "aktywny", Taehyung uznał, że nie ma już wyjścia. Najwyżej jego skrzynka mailowa znowu będzie tonąć w niepotrzebnych wiadomościach. To właśnie najbardziej odpychało chłopaka od zakładania jakichkolwiek kont, te niekończące się maile, oferujące mu różne śmieci. 

Wziął głęboki oddech, pogłaskał kota, leżącego najbliżej jego dłoni i napisał:

→ hej :)

Juancock: hej, bby

→ bby?

Juancock: ładne brzmi

→ um, no tak, chyba tak

→ czym się interesujesz? 

Juancock: teraz tobą ;)

→ uh, to miło

Juancock: zgubiłeś się w internecie, co?

→ nie, nie

→ chyba nie

Juancock: szukasz pieniędzy?
 
→ tak jakby, ale nie musimy o nich rozmawiać 

Juancock: jasne, chociaż wolałbym wiedzieć ile konkretnie ode mnie oczekujesz

Tae: mam zrobić cennik?

Jungcock: ech

Jungcock: nieważne
 
Juancock: dam ci tyle, ile będziesz chciał, ale musisz przychodzić na moje lekcje

→ lekcje?

Juancock: wiesz kim jestem? 

Jungcock: ^to brzmi jakbym chciał cię zastraszyć, wybacz

Jungcock: ale wiesz?

→ nie, ale przecież jeszcze się poznamy
 
Juancock: na pewno

Juancock: ale najpierw zadanie domowe - dowiedz się kim jest sugar daddy

Juancock: i wtedy wróć do mnie, jeśli nadal będziesz chciał tych pieniędzy

Nieco zdezorientowany zatrzasnął klapkę laptopa, zostawiając go w stanie uśpienia. Odłożył sprzęt na bok i opadł na plecy, szczerząc się jak głupi do sera. Lubił poznawać ludzi i lubił być chwalony, więc układ, który miał zawrzeć z mężczyzną z Internetu, był wręcz idealny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz