"Try to love yourself as much as you want someone else to."
Wolność Jungkooka
skończyła się z chwilą zatrzaśnięcia się drzwi wejściowych. Chłopak
szybko porozrzucał wokół siebie kolorowe podręczniki, a jeden otworzył
na przypadkowej stronie i opierając się o chłodną ścianę, zaczął
skanować wzrokiem tekst, zupełnie nie skupiając się na kolejności
wyrazów.
- Cześć, skarbie - zaświergotała wychudzona kobieta, wchodząc bez pukania do pokoju nastolatka, jak zwykła to robić.
Jungkook uśmiechnął się, mrucząc ciche "hejo", starając się nie spuścić oczu z książki na dłużej, niż dwie sekundy.
- Za dziesięć minut
obiad - oświadczyła pani Jeon, po czym wyszła z pokoju, zostawiając
drzwi lekko uchylone, tak na pół centymetra.
Jungkook warknął pod
nosem i zatrzasnął drzwi stopą, nieźle się przy tym gimnastykując, bo
przecież zejście z łóżka, to już byłoby zbyt wiele. Poskładał książki w
jeden stosik, który potem położył na parapecie. Jeden z podręczników,
ten do angielskiego, był trochę szerszy niż inne i wystawał poza
parapet, doprowadzając chłopaka do szału.
Przyklęknął pod oknem,
próbując na siłę wepchnąć podręcznik tak, żeby się zmieścił, a to
naprawdę było rzeczą niewykonalną. W końcu poddał się i chciał wsunąć
książki pod biurko, tam, gdzie powinna być klawiatura, ale zanim zdążył
całkiem odejść od okna, jego wzrok przykuła jaskrawoczerwona czupryna,
chowając się za wielkim kartonowym pudełkiem.
Upuścił książki z
powrotem na materac i doskoczył do szyby, prawie łamiąc sobie o nią nos.
Dokładnie wiedział, kto wczoraj przefarbował sobie włosy bez wiedzy
rodziców, na znak buntu, że nie chce się przeprowadzać. Zachichotał,
kiedy pudełko nagle wypadło chłopakowi z rąk, a na chodnik wysypało się
około pięćdziesiąt pluszaków w różnych rozmiarach.
Budynek, do którego
wprowadzali się właśnie nowi sąsiedzi Jungkooka, miał taki sam układ
mieszkań, jak budynek, w którym mieszkał on sam, więc mimo że pokoje
chłopców nie były dokładnie na przeciwko siebie, Jungkook mógł zobaczyć,
jak rudzielec wchodzi po raz pierwszy do swojego nowego pokoju i jak
zachwyca się jego rozmiarami (które według Jungkooka wcale nie były
takie pokaźne).
Gdy chłopak w czerwonych
włosach podszedł go okna, otwierając je na oścież, Jungkook natychmiast
schylił się i odsunął, bo byłoby to co najmniej niezręczne, gdyby
chłopak zauważył, jak Jungkook mu się przygląda.
- OBIAD!!! - mama
Jungkooka wydarła się tak głośno, że chłopak był pewny, że za chwilę pod
drzwiami ich mieszkania pojawi się grupka bezdomnych. Nie znosił tego,
że jego matka nie potrafiła kontrolować swojego głosu, fizycznie nie
potrafiła. Nieważne czy byli na dwóch końcach supermarketu, czy na dwóch
końcach kanapy, ona zawsze krzyczała głośno, że Jungkookowi pękały
błony bębenkowe. Nieraz starał się jej wytłumaczyć, że doskonale ją
słyszy, ale ona nie potrafiła przyjąć tego do wiadomości. Może sama
miała problemy ze słuchem?
Powlókł się powoli do
jadalni i usiadł na swoim stałym miejscu, przy wylocie. Tyłkiem ledwo
dotykał krawędzi krzesła, co wyraźnie irytowało jego matkę, posyłającą
mu co jakiś czas nieprzyjemne spojrzenia.
Obiadu na stole jeszcze
nie było, co także nie było żadną nowością i Jungkook mógłby poczekać te
pięć minut w pokoju, ale musiałby znieść z dziesięć dodatkowych
zawołań, z których każde kolejne byłoby jeszcze bardziej przesączone
irytacją, niż poprzednie.
Podmienił widelec z
widelcem, który przeznaczony był dla pani Jeon, nalał sobie wody
mineralnej do szklanki i pomógł zanieść talerze na stół.
- Nie czekamy na tatę? - zapytał, zanim zabrał się do jedzenia.
Pani Jeon pokręciła głową, próbując nabić na widelec kawałek zbyt drobno pokrojonego kotleta.
Zjedli w ciszy, choć
Jungkook miał naprawdę bardzo, bardzo wiele do powiedzenia, jednak
zdusił wszystko w sobie, żeby nie być znów rozczarowany obojętnością
własnej matki. Poznęcał się chwilę nad ziemniakami, pogrzebał w surówce,
a mięsa nawet nie tknął, tylko od razu miał zamiar zanieść je
niewielkiemu mieszańcowi, pałętającemu się po osiedlu, którego czuł się
właścicielem.
- No i co ja mam z tym zrobić?! - podniosła głos stojąca przy zlewie pani Jeon.
- Nie jem mięsa, przecież wiesz - powiedział grzecznie, owijając spory kawałek wieprzowiny w folię aluminiową.
- Niby skąd mam
wiedzieć, jak ty cały czas narzekasz? - Jungkook mentalnie przewrócił
oczami, próbując zignorować słowa matki. - Raz jesz, raz nie jesz, co ty
sobie wyobrażasz?!
- Nie jem już od roku - burknął, chcąc zakończyć już tą rozmowę.
- Żartujesz sobie?! Ja pieniądze wydaję, gotuję dla ciebie, staram się, a ty to potem gdzieś rozdajesz?!
Nie odpowiedział już,
tylko włożył talerz do zmywarki, podziękował za obiad i wyszedł z
kuchni. Założył jedne z wygodniejszych butów, żeby nie musieć ich
sznurować i wyszedł z domu.
Van transportujący meble
nowych lokatorów, nadal stał w połowie zapełniony, więc Jungkook
postanowił zmniejszyć ryzyko zderzenia się z rudzielcem i zamiast swoją
typową trasą, poszedł szukać psa z drugiej strony bloków.
Okrążył rząd
apartamentowców trzy razy, zanim w końcu dostrzegł szarobury ogon,
wystający zza drzwi śmietnika. Stanął w miejscu, czekając aż osoba, z
którą teraz jest pies, w końcu sobie pójdzie.
Niecałe pół minuty
później, zza kontenerów wysunął się niewielkich rozmiarów kundel, a
zaraz za nim, prawie czołgający się po ziemi, czerwonowłosy, młody
chłopak. Jungkook wiedział, że powinien się jak najszybciej wycofać, ale
ciekawość mu na to nie pozwoliła. 48 tysięcy wymienionych między nimi
wiadomości, nie mogły równać się z jednym spotkaniem na żywo, nawet
takim jednostronnym.
Zrobił krok w tył, nie
chcąc speszyć ani psa, ani rudzielca. Oparł się plecami o chropowatą
ścianę budynku i zaczął przyglądać się zachowaniu drugiego chłopaka,
nieświadomie przechylając przy tym głowę.
Wydał go ten głupi
kundel, który gdy tylko zauważył Jungkooka, od razu się na niego rzucił,
przygniatając go do ściany. Błotem wysmarował jego spodnie i buty, ale
Jungkook się nie przejął. Potarmosił psa za uchem, schylając się do jego
poziomu.
- To twój pies? -
odezwał się czerwonowłosy, a Jungkook dopiero usłyszawszy jego głos,
przypomniał sobie, że nie jest sam. A propos jego głosu - Jungkook nigdy
nie podejrzewałby, że tak szorstki i głęboki głos, mógłby należeć do
kogoś z tak dziecięcym charakterem. Chyba że jednak się pomylił i to, że
czerwonowłosy chłopak wprowadzał się dzisiaj do bloku na przeciwko,
było zwykłym przypadkiem, bo przecież w kraju może być wielu takich
chłopców.
- Nie... - odezwał się w końcu, przytulając psa. - Znaczy, tak jakby, ale nie, nie jest mój - powiedział cicho.
- To mogę ja go wziąć?
Jungkook zmierzył
chłopaka wzrokiem, jakby ten właśnie powiedział coś w stylu "tak
naprawdę to Ziemia jest płaska, a pod nią mieszkają dinozaury". Posadził
psa między swoimi nogami, a jego pyszczek położył na swoim udzie.
- Jest mój - burknął, nie podnosząc wzroku na rudzielca.
- Przecież przed chwilą powiedziałeś, że nie jest.
- No a teraz mówię, że jest! Znajdź sobie własnego.
Czerwonowłosy nagle
skrzyżował nogi i zsunął się powoli na dół, siadając po turecku. Położył
dłoń na karku psa, uważając, żeby nie dotknąć niechcący ręki młodszego.
- Jestem Taehyung, tak w ogóle - powiedział.
- Jungkook - wypalił Jungkook, zanim zdążył się zastanowić.
- Kookie - uśmiechnął się Taehyung, ale nie do chłopaka, ani nawet nie do psa, tylko do podłogi.
Z serca Jungkooka ktoś
odkroił właśnie niewielki kawałeczek. To nie tak, że był zazdrosny o
samego siebie, on czuł się zdradzony. Nie zawierał z Taehyungiem żadnego
paktu, że to on jest jedyną osobą, na którą Taehyung może mówić
"Kookie", ale i tak czuł się tak, jakby Taehyung właśnie wymieniał tego
internetowego Kookiego na prawdziwego, może nawet lepszego.
- Jeon Jungkook - poprawił go, nie chcąc dzieląc swojej ksywki z drugim sobą.
Jako fanboy, zamiast
swojego prawdziwego nazwiska, w Internecie przedstawia się jako Kwon
Jungkook (udawany mąż G-Dragona), także nawet znając jego prawdziwe
nazwisko, Taehyung nie miał prawa go poznać.
- Kim Taehyung.
Jungkook zerknął na
chłopaka przed sobą i ledwo, naprawdę ledwo, powstrzymał się od
uściskania go. Może i było to trochę (bardzo) głupie, ale wolał mu się
nie ujawniać. Nie chciał zrobić złego wrażenia, rozczarować Taehyunga
swoim zachowaniem, czy wyglądem. Poza tym bał się, bo teraz było już
chyba za późno, zresztą wcale nie było powiedziane, że Taehyung mu
uwierzy, kiedy ten nagle wyskoczy, że go kocha. Ekhm, lubi.
Pewnie podchodziłoby to
pod jakąś chorobę psychiczną, rozdwojenie jaźni chociażby, ale Jungkook
naprawdę nie był gotowy na to, żeby być z Taehyungiem prawdziwymi
przyjaciółmi. Było to strasznie niesprawiedliwe względem rudzielca, ale
niosło ze sobą tyle korzyści, że Jungkook dał radę stłumić w sobie
poczucie winy.
- To może niech on będzie nasz wspólny? - zaproponował Tae, przysuwając się bliżej psa (i przy okazji bliżej Jungkooka).
- Jest mój - pokręcił głową Jungkook.
- Bo go dokarmiasz?
- Od roku.
- A co jeśli coś mu się
stanie, huh? - zapytał Tae, siadając obok Jungkooka. - Ktoś go zabierze,
albo wpadnie w jakąś dziurę, albo inny pies go pogryzie... o, a jak
zabiorą go do schroniska?
Jungkook wzruszył
ramionami, próbując oszukać samego siebie. Już kilka razy było tak, że
Gureum (bo tak nazwał "swojego" psa) znikał gdzieś na kilka dni, a
Jungkook odchodził wtedy od zmysłów. Opiekował się nim jak własnym
dzieckiem, więc myśl, że coś mogło mu się stać przerażała go za każdym
razem tak samo.
- Ale nie weźmiesz go tylko dla siebie? - spytał, puszczając wyrywającego się do mijającej ich suczki psa.
- Przysięgam - Taehyung przyłożył sobie lewą dłoń do serca, ale słysząc chichot Jungkooka, natychmiast się poprawił.
- I nie zmienisz jego
imienia, Gureum - powiedział młodszy, czując się jak matka, która
pierwszy raz odstawia swoje dziecko do przedszkola.
- Gureum - pokiwał głową Taehyung. - Ładne.
Jungkook uśmiechnął się i oparł głowę o ramię Taehyunga, zapominając o tym, co sam wcześniej postanowił.
- Jungkook? - mimo że
Taehyung jest osobą raczej otwartą, było to dla niego dość
niekomfortowe, że osoba, którą zna jakieś pięć minut, już się do niego
przytula.
Jednym palcem podniósł głowę Jungkooka ze swojego ramienia i przechylił ją na drugą stronę.
- Przepraszam! - Jungkook zakrył sobie usta dłońmi. Tak jak przypuszczał, zrobił z siebie debila już przy pierwszym spotkaniu.
- Po prostu... - zaczął
równie speszony Taehyung - może następnym razem? - zaśmiał się nerwowo,
na co i Jungkook odpowiedział śmiechem.
Po chwili milczenia
Taehyung znów poczuł, że to on ma kontrolę nad sytuacją. Zagwizdał na
palcach, przywołując do siebie psa, a Jungkook nie mógł przestać myśleć o
ilości bakterii, jaką chłopak właśnie wziął do buzi.
- Gramy w pytania? - zaproponował starszy, podkurczając nogi do brzucha.
- Zaczynasz.
Kiedy na wycieczce
szkolnej klasa Jungkooka grała w pytania, on jedyny nie brał udziału w
zabawie. Zajmował miejsce na antresoli i udawał, że czyta książkę, żeby
tylko nie wywalili go z pokoju.
Dzięki takim grom, wiedział wszystko o
wszystkich. Wiedział kto z kim chodzi, a kto w kim się buja. Znał
ulubione kolory wszystkich chłopców z klasy i rozmiary staników
wszystkich dziewczyn. Mógł w każdej chwili napisać biografię każdego ze
swoich znajomych.
- Ulubione zwierzę? - od takiego samego pytania Taehyung zaczął grę, kiedy próbowali zbliżyć się do siebie przez Internet.
- Kurczak, bo można go
jeść - Jungkook odpowiedział dokładnie tak, jak dwa lata temu, chociaż
od dawna nie miał już w ustach kurczaka. - Twoje?
- Lew... bo można go jeść - zaśmiał się Taehyung.
Jungkook znał już
wcześniej odpowiedź na każde pytanie, jakie zadał Taehyunowi i z jednej
strony był szczęśliwy, że Taehyung nie okłamał go odnośnie niczego, ale z
drugiej było mu przykro, że znająca Taehyunga kilka minut osoba,
wyciągnęła z niego tyle samo, co on, jako ten internetowy on.
Przestał czuć się ważny.
Tak jakby wcale nie był jedyny w swoim rodzaju, jakby Taehyung mógł go w
każdej chwili zamienić na kogoś lepszego. Na lepszego Jungkooka.
Przy dwudziestym ósmym
pytaniu, dotyczącym ulubionego smaku lodów, Jungkook zerknął na zegarek i
zerwał się na równe nogi tak nagle, że Taehyung odskoczył w bok, nie
wiedząc co się dzieje.
- Muszę iść - powiedział
przepraszającym tonem brunet, przystępując z nogi na nogę. - Do jutra?
Idziesz do tej szkoły za parkiem, prawda?
Taehyung pokiwał głową, a Jungkook uśmiechnął się szeroko, chociaż nadal było widać, że się czymś denerwuje.
- No to do jutra - powtórzył i pobiegł w swoją stronę, machając jeszcze chwilę w stronę Taehyunga.
Tym razem popędził do
domu najkrótszą drogą, jaką znał i już po minucie był przed drzwiami
klatki schodowej. Tak jak wcześniej, wpisał kod w biegu, a gdy tylko
drzwi się otworzyły, dostał takiego przyspieszenia, jak nigdy. Jego
stopy odbijały się tylko od co trzeciego stopnia, więc by dostać się na
swoje piętro, zrobił tylko jakieś dziesięć kroków. A może dwadzieścia,
kto by to liczył?
- Dlaczego nie jesteś w swoim pokoju? - przywitał go łagodny głos jego mamy, wycierającej pokryte mąką dłonie o fartuszek.
- Poszedłem przywitać
się z nowymi sąsiadami - powiedział zgodnie z prawdą Jungkook, ale to
nie uchroniło go przed mocnym ciosem wymierzonym w policzek.
- Niewdzięcznik -
warknęła pani Jeon, masując wewnętrzną stronę swojej dłoni. Zmierzyła
syna nienawistnym wzrokiem, ale nie skomentowała jego zabrudzonych
ubrań.
Jungkook skinął lekko
głową, wyminął ją, ocierając się o ścianę, i uciekł do swojego pokoju,
by tam móc się wypłakać. Matka rzadko go biła, bo zazwyczaj wyładowywała
się na panu Jeonie, którego dzisiaj niestety nie było. Jungkook obawiał
się, że to po niej odziedziczył swoje zaburzenia emocjonalne, ale nigdy
nie odważył się z nią o tym porozmawiać.
Zamknął drzwi na klucz i
w tym momencie łzy polały mu się po policzkach dwoma strumieniami.
Potarł ten policzek, w który został uderzony, rozsmarowując na nim łzy.
Nie wiedział czy płacze, bo boli go to fizycznie czy psychicznie. Czy
może w ogóle? Płakał, bo nie potrafił się od płaczu powstrzymać,
zupełnie jak od oddychania. Mógłby na chwilę zatrzymać łzy, wziąć
głęboki oddech i spróbować się uśmiechnąć, ale zaraz potem wybuchłby
jeszcze bardziej niekontrolowanym płaczem. Takim, że nie miałby problemy
z nabraniem powietrza w płuca.
Usiadł na łóżku, zrzucił
buty razem ze skarpetkami i bose stopy owinął kocem. Klęknął przed
oknem, a podbródkiem opadł się o parapet, obserwując wszystko, co działo
się na dworze. Van już zniknął, a w jednym z okien mieszkania Taehyunga
paliło się światło, chyba w kuchni.
Jungkook przeklął samego
siebie. Było tyle sposobów, by "rozpocząć" ich znajomość, a on musiał
wybrać ten najgorszy. Mógł od razu zapytać Taehyunga dokąd się
przeprowadza, wtedy wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Jungkook
czekałby na Taehyunga już od rana, potem spotkaliby się po raz pierwszy,
tuląc się do siebie nawzajem. Jungkook mógłby pomóc Taehyungowi w
przeprowadzce, mógłby pomóc mu w rozpakowywaniu i urządzaniu nowego
pokoju. Mógłby leżeć na łóżku starszego, kiedy on układałby książki na
półki. Zamiast zaczynać od początku, byliby dla siebie jak bracia.
Przepuściliby między oknami sznurek, z którego zrobiliby kubeczkowy
telefon. Chodziliby razem do i ze szkoły.
Zacisnął powieki,
pozwalając ostatnim łzom zachlapać parapet. Podłożył sobie ręce pod
głowę i uśmiechnął się, widząc szarego kundla, idącego spokojnie u boku
roześmianego chłopaka z czerwoną szopą na głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz