rap god;
Młody mężczyzna
zatrzymał się przed kamiennymi schodami, prowadzącymi w dół i poprawił
mankiety swojej koszuli. Wziął głęboki oddech, zaczerpując się
papierosowym dymem i zszedł na dół, jeszcze raz zerkając na wiszący
przed nim szyld.
Nie pasował tutaj i
doskonale o tym wiedział. Obiecał jednak wspierać swojego przyjaciela,
który miał dzisiejszego wieczora zadebiutować na scenie. Było tyle
rzeczy, które mógłby w tej chwili robić - uczyć się, rysować, spać...
ale nie, zgodził się podpierać ściany w jakimś klubie, o którego
istnieniu do niedawna nawet nie wiedział.
Pchnął ciężkie, metalowe
drzwi, ozdobione wyblakłymi już naklejkami i wszedł do środka. Jego
dłoń automatycznie powędrowała w kierunku trzymanego w kieszeni telefonu
komórkowego. Czuł do takich miejsc niczym niewytłumaczalne uprzedzenie.
Wolał omijać tutejszych ludzi, by nie wdawać się w niepotrzebne
konflikty, ani jednostronne przyjaźnie.
Wsunął dwa palce do
kieszeni i przejechał nimi po obudowie dwuletniego eldżika. Drugą ręką
nerwowo zaczesał włosy, bez przerwy przyklejające mu się do czoła.
Westchnął cicho, jakby skulając się w sobie. Nigdy dotąd nie był na
żadnej imprezie. Nawet szkolne potańcówki go przerażały. Nie mógł jednak
stchórzyć i tym razem, obiecał.
Chodziło tylko o jeden
występ, dwie piosenki i niecałe dziesięć minut. Powinien dać radę. Nie
musiał nawet pić. Nie musiał tańczyć. Nie musiał udawać, że mu się
podoba. Wystarczyło tylko to, że był.
- Hej! - Usłyszał za
swoimi plecami znajomy głos, na co automatycznie się uśmiechnął. We
dwójkę zawsze było raźniej. Odwrócił się, rozglądając po ciemnym
pomieszczeniu i gdy tylko dostrzegł gęstą czuprynę w kolorze mango,
ruszył w jej kierunku.
- Widziałeś się już z
Yoongim? - zapytał na wstępie. Próbował utrzymać z Hoseokiem kontakt
wzrokowy, jednak reflektory, emitujące ostre niebieskie światło,
skutecznie mu to uniemożliwiały. Pociągnął mężczyznę za nadgarstek,
robiąc dwa kroki w tył. Na wszelki wypadek z otwartej dłoni zrobił sobie
daszek i dopiero wtedy ponownie spojrzał na przyjaciela. Hoseok
pokręcił głową, również odgradzając się od źródła światła dłonią.
- Napisał mi tylko, że wchodzi za pięć minut - wyjaśnił, ledwo przekrzykując energiczną muzykę, dudniącą z głośników.
Tym razem to Jungkook
odpowiedział krótkim skinieniem głowy. Szybko zrozumiał, że klub nie
jest najlepszym miejscem na pogawędki. Tu ludzie zdawali się przychodzić
właśnie po to, by ominąć te wszystkie niezręczne pytania, jakie zwykle
padają podczas pierwszych spotkań.
Czym się interesujesz? Gdzie pracujesz? Masz rodzeństwo? Nie? To może jakieś zwierzątko?
Kogo to w ogóle obchodziło?
Mężczyzna rozejrzał się
dookoła, w głowie układając plan architektoniczny klubu. Z tyłu wyjście,
na lewo od wyjścia jeszcze jedne drzwi, prawdopodobnie toalety. Kilka
grubych filarów, przyozdobionych amatorskim graffiti, ustawionych w
rogach dwóch niewidzialnych kwadratów. Te cholerne lampy, świecące
prosto w oczy i kilka słabszych świateł, ciągnących się wzdłuż ścian. No
i oczywiści scena... albo raczej coś scenopodobnego.
Czuł się oszukany. Gdzie
bar z tysiącem różnych drinków do wyboru? Gdzie czerwone kanapy i gdzie
okrągłe stoliki? Gdzie podświetlany parkiet i DJ, puszczający najnowsze
kawałki? No i najważniejsze - gdzie kula dyskotekowa?
- Chyba powinniśmy
podejść bliżej - krzyknął, stając na palcach, jednak nie otrzymawszy
żadnej odpowiedzi, zerknął w stronę miejsce, w którym jeszcze przed
chwilą stał Hoseok. - Hobi? - powiedział ciszej, teraz rozglądając się
nie za jednym, lecz za dwójką swoich przyjaciół. - No świetnie -
burknął, wypuszczając powietrze nosem.
Zerknął na zegarek,
ledwo odczytując z ciemnej tarczy godzinę. Jeśli wszystko pójdzie
sprawnie, za siedem minut będzie mógł już stąd wyjść. To nie tak, że
działa mu się tu jakaś wielka krzywda... po prostu... po prostu nie był
to jego wymarzony sposób na spędzenie piątkowego wieczora.
Ruszył w kierunku sceny,
grzecznie wymijając podskakujących w rytmie muzyki ludzi. Nie rozumiał
jak ktokolwiek mógł mieć frajdę z podskakiwania w górę i w dół. Przecież
to było męczące, nudne i nie kłóćmy się, ale głupie.
Gdy znalazł się już
bezpiecznie przy ścianie, manewrowanie stało się dużo łatwiejsze. Stanął
przy jednym z filarów, opierając się o niego plecami i odetchnął w
ulgą, widząc, że znajduje się tuż przy niewielkim podwyższeniu, na który
padały dwa główne reflektory.
Hoseoka niestety nie
znalazł, ale w chwili, gdy uniósł głowę, na scenę wszedł Yoongi, ubrany w
ten swój dziwaczny strój, który projektował od kilku tygodni. Zwykłą
czarną kurtkę sprowadzał z drugiego końca świata, bo przecież w ich
mieście czarne kurtki produkowano w nie takim odcieniu czerni. Za czapką
nachodzili się chyba ze cztery godziny, zaglądając do co najmniej
dwudziestu różnych sklepów, a buty Yoongi ozdabiał własnoręcznie, przez
co wyglądały dość... komicznie.
- YOOONGI! - wydarł się ktoś z tłumu, na co srebrnowłosy raper tylko przewrócił oczami.
Jungkook spojrzał w
stronę głosu, a na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Chłopcy już
dawno zauważyli, że kiedy Hoseok pojawia się w polu widzenia, nagle
wszyscy mają lepsze humory.
Yoongi najpierw sprawdził czy mikrofon działa, po czym odchrząknął i zaczął swój występ.
Szczęka opadła Jungkookowi z wrażenia. Co prawda, mieszkał z raperem już od prawie dwóch lat i
podobne występy miał praktycznie na co dzień, jednak to było coś
zupełnie innego. Osoba na scenie nie była tym samym, wiecznie zmęczonym i
nieco kluskowatym Yoongim, którego znał. To był plujący ogniem smok
uwięziony w ciele nieznającego Słońca, anemicznie wyglądającego
chłopaka.
Hoseok wydawał się być
na granicy samokontroli. Jungkook dobrze wiedział, że gdyby nie był
otoczony jakąś setką zupełnie obcych mu ludzi, mężczyzna pewnie zacząłby
piszczeć. Od zawsze oboje podziwiali Yoongiego. Był dla nich pewnego
rodzaju autorytetem, który mimo swoich wielu wad, nigdy ich nie
zawodził.
Sam Yoongi wydawał się w
niebieskiej poświacie jeszcze bardziej podobny do śmierci, niż
zazwyczaj. Był tak skupiony na wypowiadanym z prędkością około siedmiu
słów na sekundę tekście, że na moment całkiem zapomniał o oddychaniu.
Ludzie już po chwili
zaprzestali wszelkich rozmów, a nawet ruchów. Przyglądali się młodemu
artyście z uwagą, by już po chwili zacząć bić mu brawo. Głośnie oklaski
wywołały na twarzy Yoongiego słaby uśmiech, który dosłownie sekundę
później zastąpiony został charakterystycznym dla niego znudzonym wyrazem
twarzy.
Mężczyzna upuścił z ręki
mikrofon i zanim wiwaty ucichły, zszedł ze sceny, zmierzając od razu w
stronę szczerzącego się Hoseoka. Jungkook także uśmiechał się głupkowato
obserwując toczącą się scenkę z daleka. Przyjacielski uścisk, krótka
pochwała i zdecydowanie zbyt długie skrzyżowanie spojrzeń. Kogo oni
próbowali oszukać?
Odczekał chwilę i zanim
zdążył stracić przyjaciół z oczu, ruszył w ich kierunku, ponownie
przedzierając się przez tłum wilgotnych ciał. Kilka razy przeklął pod
nosem, kiedy ktoś niechcący nadepnął mu na stopę czy uderzył łokciem w
żebra, ale w końcu udało mu się dotrzeć celu.
- To. Było. Ekstra -
wydukał, potrząsając Yoongiego za ramiona. - Boże, genialne. - Jego oczy
prawie wychodziły z orbit, kiedy tak się ekscytował. Jasnowłosy raper
tylko podziękował młodszemu nieśmiało i uciszył go machnięciem ręki.
- Następnym razem biorę
cię ze sobą - oznajmił, wskazując palcem na klatkę piersiową Hoseoka.
Wspomniany mężczyzna momentalnie zamarł, powoli przetrawiając słowa
Yoongiego, jednak zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, do ich trójki
dołączyła jeszcze jedna osoba.
- Przepraszam - zagadnął
wyglądający na zagubionego, szczupły blondyn. - Mogę prosić o autograf? - zapytał, na co cała trójka prawie wybuchnęła śmiechem. Jungkook
musiał oprzeć się o ramię Hoseoka, żeby powstrzymać chichot, w czasie
gdy sam Hoseok nawet nie krył się z tym, że nieznajomy go rozśmieszył.
- Uspokójcie się - mruknął również rozbawiony Yoongi, nie chcąc, żeby jego fan
poczuł się przez nich upokorzony. Przecież to nic złego prosić o
autografy, nawet jeśli twoja kolekcja składa się jedynie z parafek
undergroundowych raperów. - Gdzie? - zapytał, wystawiając rękę po
długopis.
Chłopak prawie popłakał
się ze szczęścia. Natychmiast wręczył raperowi nieco obgryziony długopis
i podsunął mu pod nos gruby notatnik, otwierając go na pustej stronie.
- Dla Taehyunga - poprosił, rumieniąc się prawie niezauważalnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz