sobota, 4 lutego 2017

one

rap god;

Młody mężczyzna zatrzymał się przed kamiennymi schodami, prowadzącymi w dół i poprawił mankiety swojej koszuli. Wziął głęboki oddech, zaczerpując się papierosowym dymem i zszedł na dół, jeszcze raz zerkając na wiszący przed nim szyld. 

Nie pasował tutaj i doskonale o tym wiedział. Obiecał jednak wspierać swojego przyjaciela, który miał dzisiejszego wieczora zadebiutować na scenie. Było tyle rzeczy, które mógłby w tej chwili robić - uczyć się, rysować, spać... ale nie, zgodził się podpierać ściany w jakimś klubie, o którego istnieniu do niedawna nawet nie wiedział. 

Pchnął ciężkie, metalowe drzwi, ozdobione wyblakłymi już naklejkami i wszedł do środka. Jego dłoń automatycznie powędrowała w kierunku trzymanego w kieszeni telefonu komórkowego. Czuł do takich miejsc niczym niewytłumaczalne uprzedzenie. Wolał omijać tutejszych ludzi, by nie wdawać się w niepotrzebne konflikty, ani jednostronne przyjaźnie.

Wsunął dwa palce do kieszeni i przejechał nimi po obudowie dwuletniego eldżika. Drugą ręką nerwowo zaczesał włosy, bez przerwy przyklejające mu się do czoła. Westchnął cicho, jakby skulając się w sobie. Nigdy dotąd nie był na żadnej imprezie. Nawet szkolne potańcówki go przerażały. Nie mógł jednak stchórzyć i tym razem, obiecał.

Chodziło tylko o jeden występ, dwie piosenki i niecałe dziesięć minut. Powinien dać radę. Nie musiał nawet pić. Nie musiał tańczyć. Nie musiał udawać, że mu się podoba. Wystarczyło tylko to, że był.

- Hej! - Usłyszał za swoimi plecami znajomy głos, na co automatycznie się uśmiechnął. We dwójkę zawsze było raźniej. Odwrócił się, rozglądając po ciemnym pomieszczeniu i gdy tylko dostrzegł gęstą czuprynę w kolorze mango, ruszył w jej kierunku.

- Widziałeś się już z Yoongim? - zapytał na wstępie. Próbował utrzymać z Hoseokiem kontakt wzrokowy, jednak reflektory, emitujące ostre niebieskie światło, skutecznie mu to uniemożliwiały. Pociągnął mężczyznę za nadgarstek, robiąc dwa kroki w tył. Na wszelki wypadek z otwartej dłoni zrobił sobie daszek i dopiero wtedy ponownie spojrzał na przyjaciela. Hoseok pokręcił głową, również odgradzając się od źródła światła dłonią. 

- Napisał mi tylko, że wchodzi za pięć minut - wyjaśnił, ledwo przekrzykując energiczną muzykę, dudniącą z głośników.

Tym razem to Jungkook odpowiedział krótkim skinieniem głowy. Szybko zrozumiał, że klub nie jest najlepszym miejscem na pogawędki. Tu ludzie zdawali się przychodzić właśnie po to, by ominąć te wszystkie niezręczne pytania, jakie zwykle padają podczas pierwszych spotkań. 

Czym się interesujesz? Gdzie pracujesz? Masz rodzeństwo? Nie? To może jakieś zwierzątko?
Kogo to w ogóle obchodziło?

Mężczyzna rozejrzał się dookoła, w głowie układając plan architektoniczny klubu. Z tyłu wyjście, na lewo od wyjścia jeszcze jedne drzwi, prawdopodobnie toalety. Kilka grubych filarów, przyozdobionych amatorskim graffiti, ustawionych w rogach dwóch niewidzialnych kwadratów. Te cholerne lampy, świecące prosto w oczy i kilka słabszych świateł, ciągnących się wzdłuż ścian. No i oczywiści scena... albo raczej coś scenopodobnego. 

Czuł się oszukany. Gdzie bar z tysiącem różnych drinków do wyboru? Gdzie czerwone kanapy i gdzie okrągłe stoliki? Gdzie podświetlany parkiet i DJ, puszczający najnowsze kawałki? No i najważniejsze - gdzie kula dyskotekowa?

- Chyba powinniśmy podejść bliżej - krzyknął, stając na palcach, jednak nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi, zerknął w stronę miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Hoseok. - Hobi? - powiedział ciszej, teraz rozglądając się nie za jednym, lecz za dwójką swoich przyjaciół. - No świetnie - burknął, wypuszczając powietrze nosem.

Zerknął na zegarek, ledwo odczytując z ciemnej tarczy godzinę. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, za siedem minut będzie mógł już stąd wyjść. To nie tak, że działa mu się tu jakaś wielka krzywda... po prostu... po prostu nie był to jego wymarzony sposób na spędzenie piątkowego wieczora. 

Ruszył w kierunku sceny, grzecznie wymijając podskakujących w rytmie muzyki ludzi. Nie rozumiał jak ktokolwiek mógł mieć frajdę z podskakiwania w górę i w dół. Przecież to było męczące, nudne i nie kłóćmy się, ale głupie. 

Gdy znalazł się już bezpiecznie przy ścianie, manewrowanie stało się dużo łatwiejsze. Stanął przy jednym z filarów, opierając się o niego plecami i odetchnął w ulgą, widząc, że znajduje się tuż przy niewielkim podwyższeniu, na który padały dwa główne reflektory. 

Hoseoka niestety nie znalazł, ale w chwili, gdy uniósł głowę, na scenę wszedł Yoongi, ubrany w ten swój dziwaczny strój, który projektował od kilku tygodni. Zwykłą czarną kurtkę sprowadzał z drugiego końca świata, bo przecież w ich mieście czarne kurtki produkowano w nie takim odcieniu czerni. Za czapką nachodzili się chyba ze cztery godziny, zaglądając do co najmniej dwudziestu różnych sklepów, a buty Yoongi ozdabiał własnoręcznie, przez co wyglądały dość... komicznie. 

- YOOONGI! - wydarł się ktoś z tłumu, na co srebrnowłosy raper tylko przewrócił oczami. 

Jungkook spojrzał w stronę głosu, a na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Chłopcy już dawno zauważyli, że kiedy Hoseok pojawia się w polu widzenia, nagle wszyscy mają lepsze humory. 

Yoongi najpierw sprawdził czy mikrofon działa, po czym odchrząknął i zaczął swój występ. 
 
Szczęka opadła Jungkookowi z wrażenia. Co prawda, mieszkał z raperem już od prawie dwóch lat i podobne występy miał praktycznie na co dzień, jednak to było coś zupełnie innego. Osoba na scenie nie była tym samym, wiecznie zmęczonym i nieco kluskowatym Yoongim, którego znał. To był plujący ogniem smok uwięziony w ciele nieznającego Słońca, anemicznie wyglądającego chłopaka. 

Hoseok wydawał się być na granicy samokontroli. Jungkook dobrze wiedział, że gdyby nie był otoczony jakąś setką zupełnie obcych mu ludzi, mężczyzna pewnie zacząłby piszczeć. Od zawsze oboje podziwiali Yoongiego. Był dla nich pewnego rodzaju autorytetem, który mimo swoich wielu wad, nigdy ich nie zawodził. 

Sam Yoongi wydawał się w niebieskiej poświacie jeszcze bardziej podobny do śmierci, niż zazwyczaj. Był tak skupiony na wypowiadanym z prędkością około siedmiu słów na sekundę tekście, że na moment całkiem zapomniał o oddychaniu. 

Ludzie już po chwili zaprzestali wszelkich rozmów, a nawet ruchów. Przyglądali się młodemu artyście z uwagą, by już po chwili zacząć bić mu brawo. Głośnie oklaski wywołały na twarzy Yoongiego słaby uśmiech, który dosłownie sekundę później zastąpiony został charakterystycznym dla niego znudzonym wyrazem twarzy.

Mężczyzna upuścił z ręki mikrofon i zanim wiwaty ucichły, zszedł ze sceny, zmierzając od razu w stronę szczerzącego się Hoseoka. Jungkook także uśmiechał się głupkowato obserwując toczącą się scenkę z daleka. Przyjacielski uścisk, krótka pochwała i zdecydowanie zbyt długie skrzyżowanie spojrzeń. Kogo oni próbowali oszukać? 

Odczekał chwilę i zanim zdążył stracić przyjaciół z oczu, ruszył w ich kierunku, ponownie przedzierając się przez tłum wilgotnych ciał. Kilka razy przeklął pod nosem, kiedy ktoś niechcący nadepnął mu na stopę czy uderzył łokciem w żebra, ale w końcu udało mu się dotrzeć celu.

- To. Było. Ekstra - wydukał, potrząsając Yoongiego za ramiona. - Boże, genialne. - Jego oczy prawie wychodziły z orbit, kiedy tak się ekscytował. Jasnowłosy raper tylko podziękował młodszemu nieśmiało i uciszył go machnięciem ręki. 

- Następnym razem biorę cię ze sobą - oznajmił, wskazując palcem na klatkę piersiową Hoseoka. Wspomniany mężczyzna momentalnie zamarł, powoli przetrawiając słowa Yoongiego, jednak zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, do ich trójki dołączyła jeszcze jedna osoba. 

- Przepraszam - zagadnął wyglądający na zagubionego, szczupły blondyn. - Mogę prosić o autograf? - zapytał, na co cała trójka prawie wybuchnęła śmiechem. Jungkook musiał oprzeć się o ramię Hoseoka, żeby powstrzymać chichot, w czasie gdy sam Hoseok nawet nie krył się z tym, że nieznajomy go rozśmieszył. 

- Uspokójcie się - mruknął również rozbawiony Yoongi, nie chcąc, żeby jego fan poczuł się przez nich upokorzony. Przecież to nic złego prosić o autografy, nawet jeśli twoja kolekcja składa się jedynie z parafek undergroundowych raperów. - Gdzie? - zapytał, wystawiając rękę po długopis. 

Chłopak prawie popłakał się ze szczęścia. Natychmiast wręczył raperowi nieco obgryziony długopis i podsunął mu pod nos gruby notatnik, otwierając go na pustej stronie. 

- Dla Taehyunga - poprosił, rumieniąc się prawie niezauważalnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz