Choleracholeracholeracholera.
- CHOLERA, PHIL - uderzył dłonią o podłokietnik. - Ja nie dam rady!
Phil
całkiem spokojnie uniósł wzrok z nad swojego Maca. Uśmiechnął się tylko
i wrócił do oglądania słodkich kotków, przewracających się na
zabawkach. Jego włosy tworzyły całkiem harmonijny nieład, część
zaczesana była do tyłu, ale część spływała mu po skroniach.
- To chodź, pooglądamy razem - zrobił mu miejsce obok siebie, wgniatając się w prawą stronę ikeowskiego fotela.
- Phi.
-Phil - poprawił go. Biała kulka na ekranie właśnie zaczepiała swoje puchate odbicie w lustrze.
Trudno
było odróżnić, czy Dana nagle dopadły jakieś tiki nerwowe, czy to jego
typowe zachowanie. Wystukiwał na oparciu czarnej sofy coraz to szybsze
kawałki, zaczynając od My Chemical Romance, kończąc na melodii
puszczanej w starych filmach, gdy na ekranach pojawiały się galopujące
konie.
- Co jeśli nas wyśmieją? Jeśli coś nam się nie uda? Jeśli nagle przez Londyn przejdzie wielkie tornado?
-
Panikujesz - starszy nawet nie wysilił się, by na niego spojrzeć. - To
nasi fani, nawet największą wpadkę uznają za coś wspaniałego.
- Są dziwni.
- My też - ciężka poduszka strąciła mu okulary.
- Zaraz ci się tutaj rozlecę, a ty mnie ignorujesz - kładzie się na brzuchu, wciskając twarz w materiał.
- Nie robiłbym tego, pamiętasz filmik Cat? Ten o okresie? Nadal nie wiemy, o którym przyjacielu mówiła.
Sturlał
się na dywan, nie odpowiadając. Zarzucił nogi z powrotem na sofę, a
głowę wygiął do tyłu tak, by nadal widzieć przyjaciela.
- Zaraz mi nogi przez ciebie zdrętwieją - zaczął studiować śnieżnobiały sufit pokoju.
Czarnowłosy zatrzasnął swojego oblepionego naklejkami laptopa i odłożył go ostrożnie na stół.
- Jesteś beznadziejny.
Na twarzy Howella pojawił się szelmowski uśmiech:
- Mario Kart?
- Nie, ciołku, zawsze w to wygrywasz.
- Mario Kart? - naciskał Dan.
- Ja jestem Mario - rzucił mu Nunchuka na brzuch.
- Jesteś dziś wyjątkowo nieprzyjemny, Philly.
Całe pierwsze okrążenie zajęło Philowi wyprzedzeniu
prawie wszystkich postaci generowanych przez konsolę. Prowadzący
chichotał z boku.
Drugie okrążenie było prawdziwą walką między przyjaciółmi, wprawdzie trochę nierówną, ale sprawiedliwą.
Ostatnie kółko prawie nie pozbawiło Dana gałek ocznych,
które wybałuszał niczym żaba. Philowi udało się nie wpaść na żadną
przeszkodę, nie rozwalił samochodu, ani nie utknął w 'korku'. Generalnie
można powiedzieć, że była to jedna z najlepszych jego rozgrywek, choć
do zwycięstwa i tak było mu daleko.
Lester odłożył kontroler, wyłączył Wii U i wrócił na sofę, zgarniając po drodze swój komputer.
- Oj, nie obrażaj się - wygrany dźgnął go palcem między żebrami.
- Danny, co ty dzisiaj brałeś?
- Nic, to ten kostium tak na mnie wpływa - zarzucił
sobie na głowę kaptur w kształcie głowy smoka, pozwalając by
przygniecione jego ciężarem włosy, zakryły mu oczy.
Zadziwiające, jak szybko zapomniał o stresie.
- Dlaczego właściwie w nim jesteś?
- Przygotowuję się na jutro, nie codziennie wychodzi się na scenę w piżamie.
No tak, to ma sens.
- Zgrałem wczoraj wszystkie odcinki Ataku Tytanów,
wiedziałem, że się przydadzą - Dan przysunął się do przyjaciela,
wyciągając nogi na sofie, oparł się o niego i czekał na włączenie filmu.
- Czy ty masz na sobie moje skarpetki?!
Trzy, dwa, jeden:
- SANIGOSISIDEBIZIGI JEGA!
Nie minęło nawet piętnaście minut, a zielony dinozaur już spał, wtulony w pochłoniętego na nowo małymi zwierzaczkami Phila...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz