sobota, 4 lutego 2017

five

drugs;
 
W mieszkaniu było cicho. Wyjątkowo cicho. W tle nie leciało radio, które Yoongi zwykle zabiera ze sobą nawet do łazienki. Nie słychać było cichego śpiewu Jungkooka, ani mamrotania jego wiecznie przysypiającego przyjaciela. W czajniku nie bulgotała woda, a mikrofalówka nawet nie myślała o buczeniu. Eleganckie pianino stało samotnie w kącie, błagając o chwilę uwagi, a telewizor już chyba dawno zrozumiał, że nikt go nie potrzebuje.

Dwójka mężczyzn siedziała na czerwonej ikeowskiej kanapie, wpatrując się w siebie od dobrych kilku minut. Może nie non-stop, ale prawie. Raz jeden, raz drugi. Zerkali na siebie nawzajem, myśląc, że drugi tego nie zauważy.

Srebrna grzywka opadała na czoło Yoongiego, a że był on nieco niższy od Hoseoka, skutecznie ograniczała jego pole widzenia. Blade, zimne palce zgarniały ją co chwilę na bok, jednak ona za każdym razem wracała na swoje poprzednie miejsce, czasem nawet wchodząc Yoongiemu do oczu.

- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - zapytał raper, obserwując, jak Hoseok wykłada przed nim małe plastikowe torebeczki z białym proszkiem w środku.

- Każdy tak robi. - Hoseok przewrócił oczami. - Biznes to biznes, liczy się zysk. Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?

- Jak zaczniesz sprzedawać byle gówno, to na pewno przyciągniesz tym klientów - burknął Yoongi, sięgając po leżący najbliżej niego towar.

- Nikt się nie skapnie. - Młodszy wzruszył ramionami, a potem uśmiechnął się półgębkiem, widząc, jak Yoongi przygląda się zmielonemu szkłu, myśląc, że to (prawie czyste) narkotyki.

- Nie chciałbym, żeby cię złapali - wyznał blondyn, ściskając woreczek w dłoni.

- Nie złapią. - Hoseok pokręcił głową, przyciągając przyjaciela bliżej siebie. - Nie możesz się tak o mnie martwić... Tym bardziej, że nic się nie dzieje. Naprawdę - zapewnił, palcami zaczesując grzywkę Yoongiego do tyłu, żeby w końcu przestała go denerwować.

Zawstydzony Yoongi spuścił głowę, starając się uciec od przepraszającego wzroku Hoseoka. Nie był jeszcze odporny na takie rzeczy, a nie chciał zbyt szybko ulegać, dlatego w jego głowie wciąż toczyła się wojna. Uczucia czy racjonalne myślenie? Przyjaciele czy może coś więcej?

- Dobra, będę się zbierać - powiedział Hoseok, niechętnie podnosząc się z kanapy. - To co, mogę to u ciebie zostawić? - zapytał, chociaż wiedział, że Yoongi i tak się zgodzi. Na wszystko by się zgodził, jeśli chodziłoby o bezpieczeństwo Hoseoka.

- Tylko nie na zbyt długo, okej? - upewnił się starszy. - Stresuje mnie to, że muszę tego za ciebie pilnować.

- Tydzień maks - zapewnił Hoseok, zgarniając z kanapy wszystkie woreczki. - Ekipa nam się sypie. Chyba będzie trzeba przeprowadzać jakieś testy wstępne czy coś - zażartował, na co Yoongi przewrócił oczami. - Ale wiesz... dla ciebie zawsze znajdzie się jakaś robota, także tylko mów.

- Nie bawię się w takie rzeczy - burknął Yoongi, przejmując od Hoseoka paczuszki. Jedną od razu wrzucił do "tajnej" szuflady swojego biurka, natomiast resztę położył na pianinie, żeby zająć się nimi później.

- Wrzuć do środka - zaproponował Hoseok, a Yoongi postał mu takie spojrzenie, że gdyby spojrzenia mogły wyrządzać krzywdę, Hoseok już leżałby martwy, zabity w najbardziej brutalny sposób, znany ludzkości.

- Jeszcze czego? - oburzył się.

- Widziałem, że w filmach tak robią - wytłumaczył Hoseok, którego miłość Yoongiego do jego pianina odrobinę śmieszyła. Z drugiej strony jednak, podziwiał muzyka, tak samo, jak podziwiał go Jungkook, a może nawet bardziej.

- Nie jesteśmy w filmie - mruknął Yoongi, kością ogonową opierając się o zasłonięte klawisze pianina. Skrzyżował nogi, a dłonie położył na instrumencie, tym samym pokazując Hoseokowi swoje blade nadgarstki, przyozdobione kilkoma drewnianymi bransoletkami.

- Ostatnio stałeś się strasznie sztywny - powiedział otwarcie Hoseok, zapinając zamek ciepłej, polarowej bluzy, mającej na razie pełnić rolę kurtki.

- A ty stałeś się strasznie... denerwujący - odparł znudzonym tonem Yoongi, mierząc młodszego wzrokiem.

Hoseok wzruszył ramionami, poprawiając wywalony na lewą stronę kaptur.

- Poczekaj - westchnął Yoongi, podchodząc do przyjaciela. Odwrócił go tyłem do siebie i sam zaczął poprawiać jego kaptur, nie tylko przewracając go na właściwą stronę, ale także układając go na plecach Hoseoka. Była to czynność raczej zbędna, jednak Yoongi nie potrafił sobie odmówić tych kilku sekund, spędzonych tak blisko młodszego.

- Dzięki. - Hoseok uśmiechnął się szeroko, spuszczając głowę tak, by bluza zakryła jego usta.
- Nie ma za co.

- To... - zaczął brunet, nerwowo bawiąc się kieszeniami własnej bluzy - chyba powinienem się już serio zbierać.

- Jak chcesz - odparł obojętnie Yoongi, wzruszając ramionami. Tak naprawdę nie miałby nic przeciwko, gdyby Hoseok jednak zdecydował się chwilę zostać. Mimo że uważał się za stuprocentowego introwertyka, czuł się źle, kiedy w mieszkaniu oprócz niego, nie było nikogo innego.

- Tak... To pójdę. - Hoseok kiwnął lekko głową, wycofując się powoli w stronę przedpokoju. - To pa - rzucił radośnie, uśmiechając się do Yoongiego, który stał na środku swojego pokoju i skubał paznokcie prawej dłoni. Taki nawyk.

- No, pa - odpowiedział starszy, a kiedy drzwi za Hoseokiem się zatrzasnęły, westchnął cicho i zmrużył oczy, opadając na stojącą obok kanapę.

- Żyjesz? - Yoongi usłyszał jeszcze krótki chichot, zanim został zgnieciony przez sześćdziesiąt parę kilo samych mięśni.

- Nie - burknął, odwracając głowę na bok, by łatwiej było mu oddychać. Właściwie, by w ogóle mógł oddychać.

- Trudno. - Jungkook zaśmiał się beztrosko, otaczając biednego Yoongiego rękami i nogami. Przykleił się do niego całym sobą, chcąc wyściskać go za wszystkie czasy.

- Dobrze się czujesz? - zapytał raper, który mimo że zwykle nie był zbyt chętny do takich... rzeczy, nie mógł zaprzeczyć, że z Jungkookiem na plecach jest mu całkiem przyjemnie.

- Cudownie. - Brunet wyszczerzył się jeszcze bardziej, w końcu puszczając drobnego Yoongiego. - Boże, Yoongi. Cudownie!

- No?

- Pamiętasz tego chłopaka z klubu? Tego, co chciał od ciebie autograf? - zapytał, nie potrafiąc ukryć swojego podekscytowania.

- Może...

- Nieważne. - Jungkook machnął ręką, rozbawiając Yoongiego swoim dziwnym zachowaniem. - No to spotkałem go w bibliotece, jak czekałem na ciebie, żebyś wpuścił mnie do domu. - Tu zrobił znaczącą pauzę, wbijając wzrok w uśmiechniętego przyjaciela. - No, spotkałem go i wiesz co?

Yoongi pokręcił głową, domyślając się, że zanim nie odpowie na pytanie, Jungkook nie skończy swojej historii.

- No ja też nie wiem - zaśmiał się Jungkook, a Yoongi zaczął zastanawiać się nad wezwaniem pogotowia, bo z tym chłopakiem naprawdę było dziś coś nie tak.

- O, i spotkałem Hoseoka - dodał młodszy, opanowując swoje emocje. - Dałeś mu kosza czy jego patyczaki w końcu zdechły?

- Co?

- Wyglądał na przybitego - wyjaśnił Jungkook. - A Hobi zawsze jest przecież albo uśmiechnięty, albo na haju, czyli też uśmiechnięty, ale bardziej przerażająco, więc coś musiało się stać. A że wyszedł taki z naszego mieszkania, stawiam, że dałeś mu kosza.

- Król dedukcji - parsknął Yoongi, siadając wygodniej na kanapie.

- To ja - wtrącił Jungkook, zanim starszy zdążył wytłumaczyć humor Hoseoka.

- Nie dałem mu kosza, to po pierwsze, a po drugie...
 
- Czyli jesteście razem? - Jungkook przerwał przyjacielowi po raz drugi.

- Nie, Kook, nie jesteśmy razem. Ogarnij się - prychnął Yoongi, którego nadmiar energii u Jungkooka powoli zaczynał irytować. - Hoseokowi nic nie jest, po prostu znowu zrobili go w konia.

- Ci od proszków?

- Nie, ci od studiów. - Yoongi przewrócił oczami. - Oczywiście, że ci od proszków - powiedział, widząc, że Jungkook gotów był uwierzyć w to, że Hoseok po raz kolejny został wylany z uczelni.

- To głupio - mruknął młodszy, nie wiedząc, jak inaczej mógłby skomentować sytuację.

- No, głupio - przytaknął Yoongi, zerkając w stronę pianina i leżących na nim woreczków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz