walk;
Na dworze było już ciemno, kiedy
dwójka młodych mężczyzn opuściła budynek biblioteki. Stare latarnie z
zamglonymi szybkami, emitowały delikatnym światłem, w powietrzu unosił
się słaby zapach świeżo pieczonych kajzerek, a przez kamienną ścieżkę co
jakiś czas przebiegała płochliwa wiewiórka. Wszystko to razem tworzyło
dość przyjemną atmosferę spokoju, którego Jungkook tak bardzo w tej
chwili potrzebował.
Gdyby nie silny wiatr, przez który oczy Taehyunga były non stop
zaszklone, a włosy Jungkooka żyły własnym życiem, wspólny spacer byłby
naprawdę przyjemny. Krok za krokiem, oddech za oddechem,
zsynchronizowani ze sobą niemal idealnie.
Starszy skulił się w sobie, dłonie chowając w rękawach szerokiej
bluzy. Kaptur służył mu w tej chwili za alternatywę szalika, opatulając
szczelnie jego opalony kark.
- Co studiujesz? - odezwał się nagle młodszy, który od dobrych
dziesięciu minut zastanawiał się od czego mógłby zacząć rozmowę.
Taehyung uniósł głowę do góry, kątem oka zerkając na idącego tuż przy
nim mężczyznę. Nie chciał wyjść przed nim na lenia, czy tępaka, który
nie nadaje się na uczelnię, jednak nie chciał też rozpoczynać ich
znajomości od niekończącej się nici kłamstw.
- Nie studiuję - odpowiedział zawstydzony, po czym skupił całą swoją
uwagę na kanciatym kamyczku, plączącym się pod podeszwami jego butów.
Jungkook przytaknął tylko, po czym wrócił do wpatrywania się w ciemne
niebo, rozciągające się ponad dachami niskich, jednorodzinnych domków,
przypominających nieco te z amerykańskich filmów.
- A ty? - Taehyung postanowił kontynuować rozmowę. - Niech zgadnę... prawo?
Brunet uśmiechnął się pod nosem i zanim znowu spojrzał na starszego, zgarnął za ucho swoją nieco przydługą grzywkę.
- Architektura - odpowiedział krótko.
- Kurde... - jęknął Taehyung, poprawiając ciężki kaptur, osuwający mu
się na plecy. - Byłem blisko. To skoro nie ty, to chociaż któryś z
twoich przyjaciół musi studiować prawo.
Mężczyzna pokręcił głową, z całych sił próbując powstrzymać uśmiech,
wkradający się mu na usta. Przygryzł lekko dolną swoją dolną wargę, po
czym zassał się na niej, powoli wracając do swojej poprzedniej wersji
niczym niewzruszonego nastolatka.
- Chyba pękłbym ze śmiechu, gdyby poszli na prawo. Nie nadają się -
dodał po chwili, widząc, że Taehyung nie ma zamiaru mówić nic więcej. -
Yoongi jest na trzecim roku zarządzania czy czegoś tam. W każdym razie
coś związanego z ekonomią. A Hoseok nawet nie wiem co robi, cały czas
zaczyna coś nowego, ale zawsze odpada po pierwszym semestrze.
- To... fajnie - zaśmiał się sztucznie Taehyung, nie za bardzo
wiedząc jak inaczej mógłby odpowiedzieć. Zacząć mówić o swoich
znajomych? Nawiązać jakoś do ekonomii? A może wyśmiać Hoseoka?
Znowu zapadła cisza, przerywana jedynie dźwiękami ich kroków.
Jungkook żuł swój własny policzek, podczas gdy Taehyung nie miał odwagi
nawet spojrzeć przed siebie. Szli blisko siebie, co jakiś czas ocierając
się o siebie ramionami, dopóki Taehyung nagle się nie odezwał:
- Nie wiem, dlaczego tak się staczam - westchnął, kiedy po raz setny
trącił Jungkooka łokciem, po czym zniknął na chwilę za jego plecami.
Chwycił młodszego za ramiona i przesunął go nieco w lewo, robiąc sobie
miejsce z prawej. - Chyba lepiej, żebym szedł z tej strony - wyjaśnił,
uśmiechając się nieśmiało.
- Chyba tak...
Kolejne dwieście metrów spędzili głównie na zerkaniu na siebie, kiedy
drugi nie widział. Zimne powietrze wywołało u obu soczyste rumieńce,
chociaż Taehyung był pewien, że nawet gdyby na dworze było dwadzieścia
stopni, jego policzki i tak byłyby zaróżowione.
Wypuścił powietrze, obserwując jak z jego ust wydobywa się delikatna para.
Uśmiechnął się.
- Niedługo święta - powiedział cicho, bardziej do siebie, niż do Jungkooka.
- Mhm...
- Wracasz do domu? - zapytał, tym razem mówiąc już nieco głośniej,
jednak wciąż cicho. Tak, jakby bał się, że ktoś go podsłucha.
- Mama chce, żebym przyjechał, ale szczerze mówiąc, mi się za bardzo
nie chce - odparł Jungkook, wzruszając ramionami. - Znaczy, chciałbym
się z nimi zobaczyć, ale może nie na święta. Zbyt dużo ludzi, zbyt
napięta atmosfera, prezenty, życzenia. Rozumiesz, o co mi chodzi?
I tym razem Taehyung był nieco zaskoczony tym z jaką łatwością
Jungkook potrafił o sobie opowiadać kompletnie obcej osobie. No bo...
Taehyung był dla niego kompletnie obcą osobą. Może zwykłym znajomym,
którego nazwiska się nie pamięta, ale nawet nie kolegą.
- Tak, ja mam tak samo - zaśmiał się, chcąc się na siłę otworzyć. -
Może zaproszę rodziców do siebie, ale na pewno nie będę w tym roku
obcałowywał się z każdą ciotką. Większość nawet nie przywozi mi już
czekolady - dodał, po czym wydął dolną wargę, by jeszcze lepiej wyrazić
swój smutek.
Jungkook pokiwał tylko głową i po kilkukrotnym przemyśleniu tego, co chciał powiedzieć, w końcu zebrał się na odwagę.
- Zazwyczaj w czasie świąt urządzamy z Yoongim imprezę, więc jakbyś
chciał, to może być wpadł? - zaproponował, czując jak jego wnętrzności
zmieniają położenie. Nie stresował się tym, że zaprasza Taehyunga do
siebie. Stresował się tym, że zaprasza Taehyunga do Yoongiego. Pamiętał z
zeszłego roku jak skończyła się ich studencka wigilia i nie był do
końca przekonany czy chce, żeby Taehyung kojarzył go z imprezami takiego
typu.
- Zobaczę - odpowiedział Taehyung, który prawdę mówiąc po prostu nie
potrafił inaczej odmawiać. Już nie raz wpakował się w nie do końca
przyjemne sytuacje właśnie przez to, że nie potrafił powiedzieć "nie". -
Jeśli mama nie zaciągnie mnie do domu, to może przyjdę.
- Będzie fajnie - mruknął Jungkook, po czym zauważając nieobecność starszego, obrócił się za siebie. - Co się stało?
- Tak jakby tu mieszkam - powiedział Taehyung, bujający się nerwowo
na piętach. - Chciałbym cię odprowadzić do końca, ale potem musiałbym
sam wracać, a jest już ciemno, no i... no - zaczął się tłumaczyć, jednak
szybko zamilkł, zdając sobie sprawę z tego, jak żałośnie brzmi.
- Okej - wydusił z siebie Jungkook, który w tej chwili także czuł się
dość nieswojo. Nie miał starszemu za złe tego, że go nie odprowadzi,
broń boże. Miał mu jednak za złe to, że nie potrafił normalnie
powiedzieć mu tego, że powinni już się pożegnać. - To dobranoc -
powiedział, nie wiedząc czy powinien podejść do chłopaka i go przytulić,
czy może mu pomachać, czy po prostu odwrócić się na pięcie i odejść. -
Albo nie, czekaj... - zmienił nagle zdanie, podchodząc bliżej Taehyunga.
Mimo że dzielił ich dystans może niecałych dwóch metrów, Jungkookowi
wydawało się, jakby jego nogi miały po drodze wysiąść. Aż trzy razy
potknął się o prostą drogę, zanim w końcu stanął przez starszym i
uśmiechając się do niego głupkowato, podał mu swój telefon.
- Daj mi swój numer.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz