sobota, 4 lutego 2017

a sad little prince

Jako że chłopak miał już skończone 16 lat, przysługiwało mu prawo, a nawet obowiązek, pomocy przy najmłodszych, a już w szczególności przy swoim własnym rodzeństwie.

Nie, żeby mu to sprawiało jakiś problem, kochał swojego brata i nie mógł się doczekać osiemnastych urodzin, kiedy to będzie mógł zabrać ich obu do nowego domu.

Dzisiaj wykradł nawet dla niego książkę z biblioteki, Phil tak bardzo lubił słuchać różnych historii, być w innym świecie, rozwiązywać problemy księżniczek i żab.

- Czas spać, Philly - Dan zagrodził drzwi swoim ciałem, złapał brata pod pachy i przeniósł go na łóżko. - Zobacz co dla ciebie przyniosłem - wyciągnął spod obszernej bluzy cieniutką książeczkę, na której okładce widniał tytuł "Mały Książę".

Młodszy ewidentnie nie chciał spać, opowieści też nie chciał słuchać. Skakał po materacu, z którego sprężyny już prawie powyłaziły, całkowicie ignorując brata.

Dan przysiadł na skraju łóżka i zaczął czytać. Pierwsza strona, druga, trzecia...

Phil w końcu opadł, zawinął się w kołdrę i położył na plecach brata, tak by móc widzieć obrazki.

Wsłuchiwał się w każde słowo, nawet te niezrozumiałe.

Dlaczego Książę zostawił swoją przyjaciółkę? 
Dlaczego te planety były takie dziwne? 
Co to za niemili ludzie? 
Też chciałbym takiego liska.

- Koniec - Dan zamknął książkę.


- Jeszcze raz, proszę?

- Nie mogę, jutro wybierzesz sobie inną, dobrze? - pocałował go w czoło. - Muszę iść ją oddać.

Mina chłopca wyrażała najszerszy smutek. Położył się niechętnie na twardej poduszce i zerknął na braciszka.

- Jak ja dorosnę, a ty zmalejesz, to będę robił dokładnie to samo - naburmuszył się.

- Philly, ja nie zmaleję - mógł tego nie mówić, ale życie jest życiem, prawda?

Oczy chłopczyka napełniły się łzami, jakby nagle eksplodowała w nich jakaś tama.

- To znaczy... będziesz stary - złamał mu się głos - ... i...  umrzesz... jak rodzice? - jedno złe słowo i płacz zamieni się w histerię.

- Każdy umiera - no tak, jedno złe słowo. - Ale nie martw się, to jeszcze nie pora...

- Danny, ale ja nie chcę żebyś umierał - wyskoczył z łóżka, złapał brata w pasie i wtulił się w niego, mocząc mu koszulkę.

Łzy tego dziecko-anioła powodowały, że jakaś mała część człowieka umierała, zabierając ze sobą wszystko, co można by było nazwać dobrym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz