Jako że chłopak miał już skończone 16 lat, przysługiwało mu prawo, a
nawet obowiązek, pomocy przy najmłodszych, a już w szczególności przy
swoim własnym rodzeństwie.
Nie, żeby mu to sprawiało
jakiś problem, kochał swojego brata i nie mógł się doczekać osiemnastych
urodzin, kiedy to będzie mógł zabrać ich obu do nowego domu.
Dzisiaj
wykradł nawet dla niego książkę z biblioteki, Phil tak bardzo lubił
słuchać różnych historii, być w innym świecie, rozwiązywać problemy
księżniczek i żab.
- Czas spać, Philly - Dan zagrodził
drzwi swoim ciałem, złapał brata pod pachy i przeniósł go na łóżko. -
Zobacz co dla ciebie przyniosłem - wyciągnął spod obszernej bluzy
cieniutką książeczkę, na której okładce widniał tytuł "Mały Książę".
Młodszy
ewidentnie nie chciał spać, opowieści też nie chciał słuchać. Skakał po
materacu, z którego sprężyny już prawie powyłaziły, całkowicie
ignorując brata.
Dan przysiadł na skraju łóżka i zaczął czytać. Pierwsza strona, druga, trzecia...
Phil w końcu opadł, zawinął się w kołdrę i położył na plecach brata, tak by móc widzieć obrazki.
Wsłuchiwał się w każde słowo, nawet te niezrozumiałe.
Dlaczego Książę zostawił swoją przyjaciółkę?
Dlaczego te planety były takie dziwne?
Co to za niemili ludzie?
Też chciałbym takiego liska.
- Koniec - Dan zamknął książkę.
- Jeszcze raz, proszę?
- Nie mogę, jutro wybierzesz sobie inną, dobrze? - pocałował go w czoło. - Muszę iść ją oddać.
Mina chłopca wyrażała najszerszy smutek. Położył się niechętnie na twardej poduszce i zerknął na braciszka.
- Jak ja dorosnę, a ty zmalejesz, to będę robił dokładnie to samo - naburmuszył się.
- Philly, ja nie zmaleję - mógł tego nie mówić, ale życie jest życiem, prawda?
Oczy chłopczyka napełniły się łzami, jakby nagle eksplodowała w nich jakaś tama.
-
To znaczy... będziesz stary - złamał mu się głos - ... i... umrzesz...
jak rodzice? - jedno złe słowo i płacz zamieni się w histerię.
- Każdy umiera - no tak, jedno złe słowo. - Ale nie martw się, to jeszcze nie pora...
- Danny, ale ja nie chcę żebyś umierał - wyskoczył z łóżka, złapał brata w pasie i wtulił się w niego, mocząc mu koszulkę.
Łzy
tego dziecko-anioła powodowały, że jakaś mała część człowieka umierała,
zabierając ze sobą wszystko, co można by było nazwać dobrym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz