- Czyli wróć ze mną, rozpakuj się i przestań szukać problemów na siłę.
Na te słowa jakby tysiące stokrotek wypełniło jego ciało.
- Ale Cat?
-
Cat jest znajomą tak samo moją, jak i twoją, nie będzie od razu wpychać
się do naszego mieszkania - wzruszył ramionami, jakby cała sprawa była
mu obojętna.
- Dziękuję, Philly, ale to twoje życie, nie chcę stać przy was, jak jakaś życiowa niedorajda.
Starszy
wziął go za rękę i pociągnął, prawie wyrywając mu ramię ze stawu, w
drugiej ręce ciągnął małą walizkę, która cały czas obijała mu się o
kostki.
- Widzisz to? - zatrzymał się przed witryną WHSmith i pokazał palcem na książkę, wyróżniającą się niezwykle kolorową okładką.
- No i co?
- No i to, że nie jesteś niedorajdą... oboje jesteśmy, ale nie wtedy, kiedy jesteśmy razem.
- Phil, przestań - wyrwał dłoń z jego uścisku.
- Nie przestanę, jeśli to ma jakoś pomóc.
Howell
tak naprawdę wcale nie chciał się już kłócić, wolał wrócić do domu, do
swojego wygodnego łóżka... albo do wygodnego łóżka Phila, ale nie chciał
też wychodzić na osobę, która się przywiązuje.
- Nie chcę wam przeszkadzać.
-
Danny, nie denerwuj mnie - usiadł na jego walizce i skrzyżował ręce,
jasno dając Danowi do zrozumienia, że nigdzie go nie puści.
- To czemu w ogóle zaczynaliśmy temat?
- Nie my zaczynaliśmy, tylko ty coś sobie ubzdurałeś.
No,
tak, akurat tutaj Phil miał rację, przecież nie kazał mu wynosić się z
domu, jedynie uprzejmie poinformował, że spotyka się z dziewczyną.
Naprawdę uprzejmie, tak jakby miał wyrzuty sumienia.
Starszy
postanowił grać na czas, jeśli chłopak spóźni się na ten pociąg, kolejny
ma dopiero jutro rano, a na tamten pewnie też nie zdąży, znając jego
poranne wstawanie.
- Danny, Danny, a pamiętasz, że mamy jeszcze serię do nagrania na kanale z grami?
- Pamiętam.
- No, to nie masz wyjścia, musisz wrócić - wstał i pociągnął bagaż w kierunku schodów prowadzących na Liverpool Street.
-
Pociąg - w głośnikach, rozmieszczonym po całym dworcu rozległ się
mechaniczny głos kobiety - do Manchesteru - czemu ona tak urywa w pół
zdania? - przez Oksford... odjeżdża z peronu czternastego
- Chyba muszę - uśmiechnął się sam do siebie i podbiegł, aby go dogonić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz